W kilka dni później, bo 30 października 2003 r., prezes Grzegorz K. i wiceprezes Małgorzata B. złożyli w tym samym sądzie wniosek o upadłość. Wkrótce go jednak cofnęli z powodu braku środków. W lutym 2004 r. obydwoje zostali wykreśleni z Krajowego Rejestru Sądowego i wpisani tam jako likwidatorzy spółki. W kwietniu 2004 r., kiedy to spółka przestała wypłacać płace, byli więc w rozpaczliwej sytuacji. Dlatego byli pracownicy wnieśli w 2005 r. przeciwko nim pozew o solidarne zasądzenie ponad 35 tys. zł na podstawie właśnie art. 299 kodeksu spółek handlowych. Chodziło o przyznane im przez sąd pracy od spółki wynagrodzenia za pracę, odprawy i odszkodowania oraz koszty procesu. Wcześniej próbowali je ściągnąć przez komornika, ale egzekucja wobec spółki okazała się bezskuteczna.
Małgorzata B. i Grzegorz K. bronili się, argumentując, że wniosek o upadłość zgłosili na czas. Zgodnie z art. 21 ustawy dłużnik ma go złożyć w ciągu dwóch tygodni od dnia, kiedy stał się niewypłacalny. Te dwa tygodnie biegną od dnia, od kiedy zaprzestał spłacać swoje wymagalne zobowiązania, a jeśli chodzi o osoby prawne lub jednostki organizacyjne bez osobowości prawnej – od kiedy zobowiązania przekroczyły wartość ich majątku, nawet jeśli regulują je na bieżąco. Sąd pierwszej instancji był innego zdania. Ustalił, że spółka straciła płynność finansową już w lutym 2002 r. i od tego czasu miała środki na działalność tylko dlatego, że nie płaciła VAT i składek za pracowników. Wniosek o upadłość został zatem zgłoszony za późno. Byli członkowie zarządu nie wykazali też, że niezgłoszenie wniosku o wszczęcie postępowania upadłościowego na czas nie nastąpiło bez ich winy ani że – mimo spóźnienia – wierzyciele nie ponieśli szkody.
Małgorzata B. uważa, że nie ponosi odpowiedzialności za długi spółki wobec pracowników, gdyż w dacie powstania zaległości (1 marca 2004 r.) nie zasiadała już w zarządzie, lecz była jej likwidatorem. Sąd powołał się jednak na art. 280 kodeksu spółek handlowych, wedle którego do likwidatorów stosujemy przepisy dotyczące członków zarządu, chyba że przepisy 6. rozdziału („Rozwiązanie i likwidacja spółki” w dziale I) stanowią inaczej. Przepisy te nie przewidują jednak takiego wyjątku. A skoro tak, to odpowiedzialność ciąży także na likwidatorach. Sąd drugiej instancji, do którego Małgorzata B. apelowała, nie był tego pewien, zwłaszcza że w takich samych sprawach pracowników Trefl zapadły przed nim w 2006 r. dwa sprzeczne orzeczenia. O wyjaśnienia zwrócił się do SN. Ten uznał, że odpowiedzialność za zobowiązania spółki z o.o., jeśli ich egzekucja wobec niej okazała się bezskuteczna, ponoszą członkowie jej zarządu lub likwidator w czasie istnienia tego zobowiązania. Wierzyciele więc, w tym także pracownicy, mogą domagać się spłaty długów niewypłacalnej spółki z o.o. także od likwidatora, oczywiście jeśli zostały spełnione warunki odpowiedzialności wskazane w tym przepisie.
Pracownikowi wolno domagać się wypłaty należności związanych z pracą z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych (FGŚP). Ich uzyskanie nie hamuje jednak drogi sądowej. W ten sposób można dochodzić różnicy między tym, co zatrudnionemu należy się od pracodawcy, a tym, co uzyskał już w funduszu.
FGŚP wypłaca świadczenia tylko raz, nawet gdyby doszło do ponownej niewypłacalności pracodawcy. Ci sami pracownicy nie mogą więc ponownie domagać się świadczeń za te same należności.
Ile i za co