Dla znających prawo upadłościowe jest oczywiste, że część wniosków o upadłość składa się tylko po to, by wymusić zapłatę długu, spłatę konkretnego wierzyciela, bądź po prostu są one nieuzasadnione.
Sąd upadłościowy nie ma specjalnych sankcji związanych ze złożeniem wniosku w złej wierze. Szkód doznanych w wyniku takiej czynności dochodzi się na normalnej drodze przed sądem cywilnym. Szkody mogą być bowiem rozliczne, np. utrata kontrahentów, spadek reputacji (por. „Wniosek o upadłość nie musi oznaczać kłopotów”, „Rz” z 8 sierpnia 2007 r.).
Z tej możliwości skorzystała spółka Pezetel SA. W sądzie domagała się od banku Millennium SA 14 mln zł odszkodowania za straty, które poniosła na skutek upadłości jednej z jej spółek córek – Pezetel Development sp. z o.o. Spółka ta wybudowała wart ok. 100 mln zł budynek mieszkalny w Warszawie. Jej jedynym udziałowcem była właściwie powódka, a pozwany bank kredytował ową budowę. Gdy w trakcie realizacji przedsięwzięcia wynikły poważne trudności finansowe, bank zawarł z ową spółką ugodę co do restrukturyzacji kredytu, ściągania na jego rzecz należności czynszowych z budynku. Wkrótce jednak wypowiedział umowę kredytową i wystąpił o ogłoszenie upadłości spółki, którą sąd upadłościowy ogłosił.
Podstawowy zarzut powódki wobec banku jest taki, że nie zachowywał się jak lojalny kontrahent i doprowadził ją do bankructwa – mówił o tym przed warszawskim Sądem Apelacyjnym jej pełnomocnik mec. Krzysztof Żyto.
Żądana kwota odpowiada środkom, jakie powódka zainwestowała w spółkę córkę (w większości na kapitał zakładowy). Żądanie zapłaty było oparte na dwóch podstawach prawnych: nienależytym wykonaniu kontraktu (art. 471 k.c.) oraz deliktowej, z czynów niedozwolonych (art. 415 k.c.).