W ubiegłym roku np. do Sądu Okręgowego w Warszawie wpłynęły 24 sprawy o mobbing. Sąd uwzględnił jeden pozew, a oddalił siedem. Większość spraw jest odraczana, nie ma więc co liczyć na szybkie ich zakończenie.
Poza tym często dochodzi do zmiany kwalifikacji prawnej roszczenia. Bywa więc i tak, że sprawy, które zaczynają się od mobbingu, kończą się na zupełnie innych zarzutach.
– Pozwy wnoszą głównie pracownicy zajmujący wyższe stanowiska. Wiele osób, zwłaszcza na niższych, wycofuje się z jakichkolwiek roszczeń, bo pozostanie w zatrudnieniu jest dla nich ważniejsze niż znoszone upokorzenia. Być może przyczyną niepowodzeń przed sądem jest to, że skargi na mobbing są zjawiskiem stosunkowo nowym. Jego poznanie wymaga oprócz wiedzy prawniczej szczególnej znajomości psychiki człowieka, który, dręczony w pracy, po pewnym czasie sam staje się agresywny i trudny dla otoczenia – zwraca uwagę Teresa Romer, sędzia Sądu Najwyższego w stanie spoczynku.
To zachowanie uzyskuje w postępowaniu dowodowym priorytetowe znaczenie. – Psychologiczne zgłębienie zjawiska mobbingu wymaga specjalnych szkoleń dla sędziów, które ułatwiłyby im zrozumienie zachowań szykanowanych pracowników – mówi sędzia Romer.
[ramka][b]Komentuje Dawid Zdebiak, radca prawny z kancelarii Gujski i Zdebiak:[/b]
Do sądów trafiają głównie sprawy trudne i niejednoznaczne, stąd kłopoty pracowników z udowodnieniem swoich racji. Sądy prowadzą je niechętnie, bo w grę wchodzą kwestie bardzo ocenne. Rzadko pracownicy domagają się odszkodowań, bo też trudno tu wyliczyć szkodę, częściej chcą zadośćuczynienia. Są także osoby, które żądają publicznych przeprosin od mobbera, i jest to dla nich ważniejsze niż ewentualne pieniądze. Trzeba pamiętać, że uczestniczenie w sprawie o mobbing jest dla jego ofiary dużym obciążeniem psychicznym. Zdarza się, że nasi klienci rezygnują z dochodzenia roszczeń, bo na przykład doradzają im to psychoterapeuci – aby dla własnego zdrowia odcięli się od sprawy.[/ramka]