Pokazują również, że w niektórych branżach upadłości są bardziej bolesne, a także widowiskowe.
– Bankructwo firmy transportowej czy biura turystycznego niczym się nie różni od upadłości np. producenta mebli. Jego dolegliwość może być jednak większa, gdy wczasowicze nie mają czym wrócić z zagranicy i koczują na lotnisku albo kierowcy ciężarówek zaczynają mieć problemy z kontynuowaniem przejazdu, uzyskaniem na trasie niezbędnych dokumentów itp. – wskazuje Witold Missala, wiceprezydent Ogólnopolskiej Federacji Stowarzyszeń Syndyków i Likwidatorów.
– Nie ma wątpliwości, że wobec coraz większych inwestycji zagranicznych (i możliwej w przyszłości dekoniunktury) takich upadłości będzie przybywało – wskazuje prof. Feliks Zedler, współtwórca prawa upadłościowego.
„Czystych” upadłości transgranicznych jest wciąż niewiele. A więc takich, gdy ogłoszona jest upadłość spółki w jej siedzibie ewentualnie w zakładzie głównym przedsiębiorstwa upadającego, gdyby jednocześnie ta spółka miała własny majątek np. w Polsce.
Wtedy możliwe jest też tzw. wtórne postępowanie upadłościowe w tym drugim kraju (np. Polsce). Tutejszy syndyk spienięża wówczas miejscowy majątek i rozdziela między wierzycieli, dzięki czemu nie muszą się zgłaszać z wierzytelnością do kraju centrali (szerzej na ten temat: „Transgraniczne upadłości”, „Rz” z 26 lutego).