Problem wypalenia zawodowego to coraz częstsze zjawisko. Najbardziej narażone są na nie osoby pracujące pod ciągłą presją obowiązków i oczekiwań. Wśród głównych przyczyn wymienia się stres, poczucie bezradności wobec natłoku spraw, niezadowolenie z własnych osiągnięć i rozczarowanie sytuacją zawodową. Wypaleniu łatwiej ulegają osoby, których praca wymaga emocjonalnego zaangażowania albo polega na niesieniu pomocy. Jego katalizatory to brak wsparcia ze strony przełożonych, problemy w komunikacji, jak również przejawy mobbingu.
Widoczne objawy
Pierwszym symptomem jest ciągle towarzyszące uczucie wyczerpania ?i znużenia. Podwładny nie chce się angażować w projekty. Nieprzyjemne zachowanie czy wręcz agresja wobec współpracowników lub klientów to już kolejne stadium. Jeżeli problemowi nie zaradzi się w porę, mogą pojawić się objawy psychosomatyczne – choćby bezsenność czy choroby serca.
Wypalenie zawodowe nie pojawia się z dnia na dzień. To proces, który rozwija się przez dłuższy czas. Już pierwsze jego oznaki powinny skłonić zarówno pracownika, jak i przełożonych do podjęcia odpowiednich kroków. Co więc powinien uczynić menedżer, który widzi, że jego sfrustrowany podwładny po raz kolejny wpada w szał, gdy tylko zabrzmi dzwonek telefonu od klienta?
Nowe zadania niczym wczasy
Skoro jedną z głównych przyczyn wypalenia zawodowego jest nadmiar zadań i stres, warto pomyśleć o choćby czasowym zmniejszeniu natężenia pracy. Oczywiście każdy team leader, który usłyszy, że konsekwencją braku produktywności i motywacji ma być zdjęcie części obowiązków, dostanie białej gorączki. Warto jednak przeprowadzić zwykły rachunek ekonomiczny. Utrzymanie czy zwiększenie natężenia obowiązków poskutkuje pogłębieniem się problemu, co może się zakończyć utratą przydatności do pracy.
Czasowe, np. trwające trzy miesiące, odciążenie może mieć z kolei zbawienny wpływ. Ważna jest też komunikacja z podwładnym. Najlepiej jasno postawić sprawę i zamanifestować chęć pomocy. Niech pracownik ma świadomość, że jest odsunięty od kilku projektów nie dlatego, że źle pracuje, lecz po to, żeby mógł podładować baterie. Oczywiście możliwe jest zawarcie w takiej sytuacji porozumienia, w którym strony czasowo zmniejszają wymiar pracy, np. do połowy etatu.