Jeśli były prezes spółki nie posiada dokumentów finansowych naraża się, że będzie musiał spłacać długi spółki. To wniosek z najnowszego wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie.
Andrzej S. był jednym z członków zarządu działającej w branży muzycznej spółki S. z Warszawy od jej powstania w 2000 r. do 15 lipca 2002 r. Pod koniec jego kadencji spółka już miała nieuregulowane wymagalne faktury za dostawy opiewające na 182 tys. zł, które potwierdzał prawomocny nakaz zapłaty.
Egzekucja komornicza okazała się bezskuteczna. W tej sytuacji wierzyciel pozwał kilku członków zarządu spółki na podstawie 299 kodeksu spółek handlowych (k.s.h.), czyli zażądał zasądzenia od nich tej należności w ramach tzw. subsydiarnej odpowiedzialności za długi spółki.
Artykuł ten stanowi, że „jeżeli egzekucja przeciwko spółce okazała się bezskuteczna, członkowie zarządu odpowiadają solidarnie za jej zobowiązania". Członek zarządu może się zwolnić z tej odpowiedzialności jedynie wtedy, gdy wykaże, że we właściwym czasie zarząd zgłosił wniosek o upadłość (lub układ z wierzycielami). Dodajmy, że ma taki obowiązek, choćby jednoosobowo nie mógł reprezentować firmy, i ma na to czas dwa tygodnie od spłaty długów.
Sąd okręgowy zasądził solidarnie od pozwanych żądaną kwotę, ale tylko Andrzej S. odwołał się. Twierdził, że w czasie kiedy on był członkiem zarządu spółka miała wyższe przychody niż wydatki, nie kwalifikowała się do upadłości (zresztą później też nikt nie złożył wniosku o upadłość, i oczywiście nie było formalnej upadłości). Odchodząc ze spółki nie zabrał zaś żadnych dokumentów, nie było też i nie ma aktualnych bilansów ani sprawozdań finansowych. Z tego też powodu biegły sądowy nie był w stanie ustalić czy spółka w czasie kadencji Andrzej S. kwalifikowała się do upadłości.