Przedsiębiorcy, jak można przeczytać w uzasadnieniu decyzji UOKiK (RBG-6/ 2010), twierdzili, że uchwała dotycząca marży minimalnej była jedynie postulatem, rodzajem wskazówki, a nie bezwzględnie obowiązującym przepisem. Dostosowana była do sytuacji na rynku, tj. zwyczajowych marż i poziomu kosztów działalności.
Była to sugestia dla firm skupionych w porozumieniu, że we wzajemnych stosunkach wewnątrz korporacji należy unikać zaniżonych prowizji, które mogłyby doprowadzić do upadłości małe, trudno radzące sobie na rynku agencje.
...ale nieskuteczna
Urząd nie zgodził się z argumentacją przedsiębiorców, uznając, że nawet jeżeli funkcjonowanie tego typu porozumień wiąże się z pozytywnymi efektami o charakterze organizacyjnym i gospodarczym (obniżenie kosztów działalności, zwiększenie efektywności działań, przyspieszenie sprzedaży oferowanych nieruchomości, podniesienie poziomu obsługi klientów), to nie można takich celów realizować, ustalając minimalne lub maksymalne ceny.
Urząd nie zgodził się także ze stanowiskiem, że umowa o współpracy jedynie sugerowała, jakie ceny powinny obowiązywać, a nie stanowiła bezwzględnego nakazu. Postanowienia o wysokości prowizji były bowiem w sposób jednoznaczny określone w umowie o współpracy.
Dlatego celem porozumienia było – bez względu na intencje stron – ograniczenie konkurencji i rezygnacja ze współzawodnictwa w zabieganiu o klienta realizowana poprzez oferowanie możliwie najkorzystniejszej ceny, która jest czynnikiem szczególnie wpływającym na wybór konkretnej oferty.
Warto w tym miejscu przypomnieć, że ze względu na brzmienie przepisów ustawy antymonopolowej nie ma przy tym znaczenia, czy porozumienie tego typu jest w rzeczywistości stosowane. Przedsiębiorcy zawierający zmowę cenową nie muszą się stosować do ustalonych warunków (np. stosować w praktyce minimalnych stawek prowizji, jak w tym przykładzie), aby można było postawić zarzut uczestniczenia w nielegalnym porozumieniu.