Stosowanie przez przedsiębiorców gotowych wzorców umów w stosunkach z konsumentami jest powszechnym zjawiskiem. Dotyczy to również instytucji finansowych, w tym banków.
Właściwie w każdym przypadku umowa rachunku, pożyczki lub kredytu opiera się właśnie na wzorcu narzuconym klientowi. A możliwości negocjacji poszczególnych zapisów są z reguły ograniczone. Trudno byłoby sobie zresztą wyobrazić sprawne działanie tego sektora, gdyby wszystkie umowy musiały być przygotowywane indywidualnie.
Jednocześnie jednak zadaniem przedsiębiorcy stosującego tego typu praktykę jest dbać o to, aby takie wzorce były zgodne z prawem i nie naruszały interesów konsumentów. W szczególności nie powinny się w nich znajdować klauzule uznane za niedozwolone. A tak może być, gdy są one sformułowane w sposób zbyt ogólny, nieprecyzyjny lub niejednoznaczny, bądź właśnie wyraźnie w rażący sposób naruszają jego prawa i obowiązki.
Szczególne zagrożenie dla konsumentów stanową wtedy, gdy pozwalają przedsiębiorcy na dowolność w kształtowaniu zobowiązań klienta (ich wysokości, zakresu).
Nie powinno budzić wątpliwości, że w wypadku umów kredytowych niejasność co do sposobu kształtowania i wysokości stopy procentowej może stwarzać takie szczególne zagrożenie. I właśnie klauzula zawierająca taki zapis jest przedmiotem sporu pomiędzy Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów a jednym z działających na polskim rynku banków.