Po upływie ośmiu miesięcy spółka przesłała pani Sylwii pismo zawierające obietnicę niezwłocznej zapłaty oraz prośbę o rozłożenie należności na cztery raty z uwagi na problemy finansowe.
Wskutek tej propozycji doszło do przerwania dotychczasowego biegu przedawnienia i od jego daty rozpoczął się na nowo liczyć termin przedawnienia roszczenia pani Sylwii.
Gdy toczy się proces
W czasie postępowania przed sądem lub innym organem powołanym do rozstrzygania sporów pracowniczych przedawnienie roszczeń będących przedmiotem tego postępowania nie biegnie dopóty, dopóki ta sprawa nie zakończy się. Dlatego pracownik nie musi obawiać się, że wskutek długiego procesu jego żądanie (np. zapłaty wynagrodzenia za pracę) przedawni się.
Wynika to wprost z art. 295 § 2 k.p., według którego – jeśli przerwanie biegu przedawnienia nastąpiło wskutek czynności mającej bezpośrednio na celu dochodzenie, ustalenie albo zaspokojenie lub zabezpieczenie roszczenia podjętej przed właściwym organem (przede wszystkim sądem) powołanym do rozstrzygania sporów lub egzekwowania roszczeń, to przedawnienie nie biegnie na nowo dopóty, dopóki postępowanie się nie zakończy.
Przykład
Spółka z o.o. nie zapłaciła pracownicy wynagrodzenia za pięć miesięcy. Ta wystąpiła o to na drogę sądową, ale ponieważ postępowanie przed sądem trwało długo, obawiała się, że jej roszczenia przedawnią się.
Jest to nieuzasadnione, gdyż przez miesiące toczącego się procesu przedawnienie nie biegnie.
Jedynie na zarzut
Upływu terminu przedawnienia sąd nie uwzględnia z urzędu, lecz jedynie na zarzut zgłoszony przez osobę, wobec której dane roszczenie przysługuje, czyli np. przez pracodawcę pozwanego przez pracownika.
Tę wątpliwość ostatecznie rozstrzygnął SN w uchwale z 10 maja 2000 r. (III ZP 13/00). Stwierdził, że w sprawach o roszczenia ze stosunku pracy sąd nie uwzględnia z urzędu upływu terminu przedawnienia.
Oznacza to, że jeśli np. pracodawca jest nieświadomy, że dochodzone wobec niego roszczenie pracownika już się przedawniło, w toku procesu nie podniesie tego zarzutu. Na jego korzyść sąd samodzielnie nie uwzględni tego faktu.
Autor jest sędzią Sądu Okręgowego w Kielcach