Zgodnie z art. 27 [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=F96C442623AD4AFA6E36BC2B3D886637?id=358718]prawa zamówień publicznych[/link] (dalej pzp) „oświadczenia, wnioski, zawiadomienia oraz informacje zamawiający i wykonawcy przekazują, zgodnie z wyborem zamawiającego, pisemnie, faksem lub drogą elektroniczną”.
W praktyce oznacza to dyktat ze strony zamawiającego. Przedsiębiorca nie może zakładać, że informacja przesłana przez niego np. faksem zostanie uznana. Wpierw musi sprawdzić w ogłoszeniu lub specyfikacji istotnych warunków zamówienia, czy taki sposób porozumiewania został dopuszczony przez zamawiającego.
Chociaż budzi to kontrowersje prawne, zamawiający nierzadko wyznacza różne formy komunikacji dla różnych czynności. I tak może postanowić, że dla wszystkich czynności w przetargu dopuszczalny jest zarówno faks, jak też e-mail, ale pytania do specyfikacji należy zadawać wyłącznie na piśmie.
Takie postanowienia mogą stawiać wykonawców w gorszej sytuacji względem zamawiającego, dlatego mogą oni próbować je podważać przed Krajową Izbą Odwoławczą (o ile zamówienie jest co najmniej równe progom unijnym).
Jeśli dokument jest wysyłany pisemnie, musi dotrzeć do zamawiającego w godzinach jego urzędowania. Później nie będzie komu go odebrać. Inaczej jednak jest przy korzystaniu z faksu. Ten nie musi zostać przesłany np. do godz. 16, bo później urząd przestaje pracować. Zgodnie z art. 111 § 1 [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=86F27ADE2102E1D67842E76D535F1BD1?id=70928]kodeksu cywilnego[/link] termin oznaczony w dniach kończy się o północy ostatniego dnia. Faks czy e-mail może więc dotrzeć do zamawiającego nawet na minutę przed północą i powinien zostać uznany za wniesiony w terminie.