Nie było podstaw do udzielenia zamówienia na dokończenie budowy wrocławskiego stadionu z wolnej ręki – takie są wyniki kontroli Urzędu Zamówień Publicznych, do których dotarła „Rz”. Zdaniem kontrolerów prezydent Wrocławia niezgodnie z prawem zawarł umowę z niemiecką firmą Max Bögl po zerwaniu kontraktu z Mostostalem Warszawa.
Konsekwencje mogą być bardzo poważne, łącznie z tym, że wykonawca będzie musiał zejść z placu budowy. A to może oznaczać, że stadion nie powstanie na czas i mecze Euro 2012 zostaną rozegrane w innym mieście.
[srodtytul]Procedury wciąż trwają[/srodtytul]
– Rzeczywiście, dostaliśmy pewne uwagi od UZP, czego się zresztą spodziewaliśmy, gdyż polskie przepisy o zamówieniach publicznych są jednymi z najtrudniejszych w Europie. Odpowiemy na nie i jestem pewien, że uda nam się przekonać UZP, że zrobiliśmy wszystko zgodnie z prawem – uspokaja Marcin Garcarz, rzecznik prezydenta Wrocławia.
Czy kontrakt okaże się nieważny? To jeszcze nie jest przesądzone. Wrocław dopiero otrzymał wyniki kontroli. Ma prawo wnieść do nich zastrzeżenia. Jeśli to zrobi, sprawę rozstrzygnie Krajowa Izba Odwoławcza. Jej werdykt będzie wiążący dla UZP. Wszystko potrwa najwyżej pięć tygodni.