– Namawiamy kolegów, aby legalizowali produkcję oscypków, ale ci nadal nie widzą takiej potrzeby, ponieważ udaje im się sprzedać wszystko, co wytworzą – narzeka Piotr Kohut ze spółdzielni Gazdowie, która skupia tradycyjne góralskie gospodarstwa. Produkują one m.in. owcze sery – najbardziej znany spośród 15. polskich produktów regionalnych zarejestrowanych przez UE.
Tymczasem certyfikacja wspólnotowa na niewiele się zdaje, jeżeli producenci nie udowodnią, że stosują tradycyjne metody zastrzeżone w Brukseli. Jeśli nie poddadzą się kontroli, nie mogą posługiwać się zastrzeżoną nazwą ani umieszczać unijnego znaku na opakowaniu. Z danych Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno- Spożywczych wynika, że w ciągu niemal sześciu miesięcy tego roku wnioski o przeprowadzenie kontroli złożyło trzech baców wytwarzających oscypki. W ciągu całego 2009 r. przeszło ją 12 producentów, czyli prawie co dziesiąty, który zajmuje się wytwarzaniem serów z mleka owczego.
Jeszcze gorzej jest z drugim flagowym produktem z Podhala, czyli z bryndzą. W tym roku o kontrolę poprosiło dwóch jej producentów, o jednego mniej niż w ubiegłym roku.
Próby namawiania do legalizacji produkcji przypominają walkę z wiatrakami. To, co wprowadzają na rynek, trudno bowiem nazwać podróbką. Swoje produkty sprzedają bowiem jako sery górskie czy gazdowskie. Żerują na niewiedzy turystów przekonanych, że kupują oscypki.
Niewiele lepiej jest z pozostałymi produktami regionalnymi. W tym roku wnioski o kontrolę złożyli wytwórcy tylko pięciu z nich. Podań było w sumie 32, ale prawie dwie trzecie przypadło na producentów rogala świętomarcińskiego. Także w ubiegłym roku wniosków w jego sprawie było najwięcej.