W Polsce bezpieczeństwo informacji kojarzy się niemal wyłącznie z ochroną danych niejawnych czy też ustawowym obowiązkiem ochrony danych osobowych. Dlatego firmy – chcąc być w zgodzie z ustawami – inwestują w zabezpieczenia techniczne, zapominając o czynniku ludzkim. [b]A to właśnie pracownicy z reguły ponoszą winę za wyciek danych. Do ich częstych grzechów należy samowolna instalacja programów i nagminne wykorzystywanie firmowej sieci do innych celów niż służbowe.[/b]
Pracownicy bardzo często bez zastanowienia dzielą się różnymi informacjami w serwisach społecznościowych, takich jak np.: LinkedIn, Goldenline, Facebook, Grono, Flickr, Profeo czy Nasza-Klasa. Wiele osób odwiedza te serwisy i ma tam swoje profile.
Z opracowania „Rynek telekomunikacyjny w Polsce w 2009 roku, PBS DGA”, przygotowanego dla UKE, wynika, że ponad 30 proc. polskich internautów codziennie korzysta z serwisów społecznościowych. Dwie trzecie osób z tej grupy robi to najczęściej w domu, ale reszta w miejscu zatrudnienia.
Charakter portali sprawia, że coraz więcej ludzi umieszcza tam wiadomości zarówno o swoim życiu prywatnym, jak i służbowym. Często są to dane, które powinny podlegać ochronie. Mało tego, pracownicy nie mają świadomości, że postępują niewłaściwie. Według raportu Deloitte aż 47 proc. uważa, że informacje o kontaktach biznesowych (prezentowane np. na portalach typu LinkedIn, Goldenline) nie powinny podlegać ochronie. Kolejne 20 proc. respondentów nie ma w tej kwestii zdania.
Realnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa spółki może być korzystanie z funkcji takich jak TripIT (informacja na temat podróży służbowych). Chyba jeszcze groźniejsze są plotki skutecznie psujące wizerunek firmy. Informacje zawarte w ogólnodostępnych portalach łatwo można zebrać i powiązać ze sobą. Pozwala to zgromadzić sporą wiedzę o firmie bez uciekania się do technik szpiegostwa przemysłowego.