Nie ma jednego modelu ochrony symboliki wielkich imprez sportowych. Specjalna ustawa to tylko jedno z rozwiązań. Tej tematyce poświęcono wtorkową konferencję „Ważne wydarzenia sportowe – ochrona w zakresie własności intelektualnej", zorganizowaną przez spółkę PL.2012 (organizatora Euro 2012), Ministerstwo Gospodarki i Urząd Patentowy.
Z wielkimi imprezami sportowymi związane są ogromne inwestycje w handel, reklamę, sponsoring – w zamian za jakąś część wyłączności w sportowym przedsięwzięciu. Wiele firm, w tym tych z najwyższej półki, stara się, czasami na pograniczu legalności, dostać do tego tortu.
[srodtytul]Piractwo blisko sportu[/srodtytul]
Te nie całkiem legalne działania nazywa się po angielsku ambush marketing, a po polsku: pasożytniczy, piracki marketing. [b]Chodzi o wykorzystanie ogromnej siły popytowo-reklamowej imprezy, przez firmy, które nie kupiły praw do niej[/b].
Farisha Constable z Komitetu Organizacji Olimpiady Londyn 2012 zaprezentowała pomysły speców od pasożytniczej reklamy: od oznaczeń na szkłach kontaktowych przez „pięciokołowe" rowery oraz szybkość konkurencji: dwa dni po opublikowaniu oficjalnego znaczka olimpiady ukazał się na rynku piracki gadżet. Nie chodzi przy tym raczej o proste podszywanie się pod zastrzeżone przez organizatora sportowej imprezy znaki, logo czy slogany, ale o oznaczenia obliczone na skojarzenia, np. biegnący z walkie-talkie młody mężczyzna w spodenkach z napisem 2012 sugerować ma sportowca. Anglicy na sześć lat przed olimpiadą Londyn 2012, a Portugalczycy przed Euro 2004 uchwalili specjalne ustawy.