W postępowaniu sądowym obowiązuje ogólna reguła, że wygrywający może się domagać od swego przeciwnika zwrotu kosztów. Nie tylko opłat, o których pisaliśmy wcześniej. W rachunkach trzeba też uwzględnić ewentualne wynagrodzenia prawników czy zaliczki na wydatki ponoszone w toku postępowania (np. na opinie sporządzane przez biegłych). To wszystko potrafi się uskładać w całkiem pokaźną sumkę.
[srodtytul]O co można walczyć[/srodtytul]
[b]Jeśli to my wszczynamy sprawę sądową, pamiętajmy, aby w pozwie znalazł się wniosek o zwrot kosztów procesu.[/b] Co prawda, gdy działamy przed sądem bez asysty adwokata, radcy prawnego albo rzecznika patentowego, a sprawę wygramy, sąd przyzna nam taki zwrot z urzędu. Wtedy, nawet jeśli wniosku zabraknie, koszty i tak nie przepadną.
Ale uwaga: może się zdarzyć tak, że z usług pełnomocnika zaczniemy korzystać już w toku postępowania – i łatwo nam będzie zapomnieć, że wniosku w pozwie nie ma. Oczywiście powinien o tym pamiętać pełnomocnik, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy ułatwili mu pracę.
[link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=3D82D4B3FC891E8A6F35164DC7E4F037?id=70930]Kodeks postępowania cywilnego[/link] przewiduje, że [b]wygrywający może się domagać zwrotu kosztów niezbędnych do celowego dochodzenia praw i celowej obrony.