Na pojawienie się takiego trendu wskazują praktycy prawa pracy. Widmo kryzysu sprawiło, że firmy zwalniały ludzi. Teraz byli podwładni szukają pomocy u prawników.
[srodtytul]Skutki grupowych redukcji[/srodtytul]
– Plonem zwolnień grupowych są sprawy o dyskryminację lub mobbing. Często dotyczy to osób, które dobrze zarabiały, nie mogą jednak znaleźć nowej pracy, i upatrują w tym sposobu na zapewnienie sobie środków do życia. Niekiedy mają szansę wygrać przed sądem, bo rzeczywistość polskich firm zwykle nie jest różowa. Czasem się okazuje, że pracodawca, redukując o połowę zatrudnienie w dziale składającym się z trzech kobiet i trzech mężczyzn, zwolnił tylko kobiety. W takim postępowaniu nietrudno doszukać się dyskryminacji – uważa Agnieszka Janowska, radca prawny z TGC Ordowska Kancelaria Prawnicza sp. k.
Zarzut dyskryminacji podczas zwolnień pojawia się w różnych okolicznościach. W jednej z firm był przygotowywany program redukcji zatrudnienia. Wytypowani zostali najsłabsi pracownicy – na podstawie przeprowadzonych ocen. Dostali korzystne odprawy. Jednocześnie pozostałym zmieniono warunki wynagrodzenia, wręczając wypowiedzenia zmieniające. I właśnie oni poczuli się dyskryminowani, bo niezaakceptowanie przez nich nowych warunków, czyli w konsekwencji przekształcenie wypowiedzenia zmieniającego w definitywne, gwarantowało tylko standardową odprawę.
[b]Zarzut nierównego traktowania zgłosił także pracownik jednego z oddziałów firmy, kiedy się okazało, że w swoim mieście zarabiał mniej niż osoby zatrudnione w Warszawie.[/b] Pracownicy czują się nierówno potraktowani także z powodu dostępu do awansu, niezakwalifikowania do skorzystania z niektórych świadczeń, np. firmowych wycieczek.