– Wręczono mi informację o przejściu zakładu pracy w inne ręce, a niedługo po tym rozwiązano umowę za porozumieniem stron. Szef tłumaczył, że to normalna procedura. Zapewniał, że nowy pracodawca podpisze ze mną kolejny angaż. I tak było – z tym że był terminowy, a po kilku miesiącach zostałem zwolniony. Z powodu nowego, krótkiego stażu pracy dostałem zaniżoną odprawę i zaledwie miesięczny okres wypowiedzenia – opowiada pan Maciej, były pracownik dużej firmy handlowej, w której przepracował ponad dziesięć lat.
Inny czytelnik pracy nie stracił, ale u nowego pracodawcy zamiast etatu ma umowę cywilnoprawną.
[srodtytul]Mniej niż dwudziestu[/srodtytul]
Niektórzy pracodawcy działają jeszcze inaczej. Zakładają spółki córki albo dogadują się z firmami rozpoczynającymi działalność. Te przejmują tylko część zakładu, w tym nie więcej niż 20 osób. Chwilę później ludzie tracą posady i nie dostają odpraw, bo nowy szef nie stosuje ustawy o zwolnieniach grupowych. Tłumaczy, że zatrudnia mniej niż 20 pracowników. Prawnicy potwierdzają tego typu nadużycia. Mówią, że pokusa jest szczególna tam, gdzie załoga jest zdecydowanie zbyt liczna, a pakiety socjalne gwarantują zatrudnienie w spółkach macierzystych. Wskazują na telekomunikację, górnictwo, służbę zdrowia oraz inne prywatyzowane sektory gospodarki.
[srodtytul]Sprawa do wygrania[/srodtytul]