Ustawa nakazywała inwestorom chcącym zbudować sklep powyżej 400 mkw. powierzchni handlowej (niezależnie od branży) uzyskiwać zezwolenia lokalnych samorządów. Potrzebne były opinie radnych, analizy m.in. skutków ekonomicznych (wpływu na ceny, rynek pracy, infrastrukturę, środowisko).
W uzasadnieniu wyroku TK podkreślał, że ustawa łamie nie tylko polską konstytucję, ale też prawo unijne. Art. 43 traktatu europejskiego zabrania dyskryminacji podmiotów zagranicznych – a to do kapitału spoza Polski należy większość dużych sklepów nad Wisłą. Dyrektywa 2006/123/WE zabrania też badania przed wydawaniem pozwoleń skutków ekonomicznych, a także konsultacji z konkurencyjnymi podmiotami. Kontrowersyjna ustawa, która niemal sparaliżowała rozwój branży handlowej, trafiła więc do kosza. Wyrok Trybunału jest ostateczny (sygn. K 46/07).
Już w momencie uchwalania ustawy w maju 2007 r. nie brakowało głosów, że to bubel prawny, zwłaszcza że odrzucił ją Senat. Według pomysłodawców, m.in. byłego posła Samoobrony Waldemara Nowakowskiego, miała doprowadzić do zrównoważonego rozwoju małych i wielkich sklepów – te drugie rozwijają się zbyt szybko i doprowadzają do bankructwa konkurentów.
– Problem nie znika, ekspansję gigantów odczują wszyscy: małe sklepy, producenci oraz klienci – mówi Nowakowski.
Ustawa sparaliżowała branżę, ponieważ nie tylko Tesco, Carrefour, ale także polskie Alma, czy Polomarket nie mogły otwierać nowych sklepów. Stanęły też inwestycje w centra handlowe, salony aut i mebli.
– Ustawa była pisana pod konkretne osoby i firmy, dlatego decyzja o jej uchyleniu to dla branży wspaniała wiadomość