Zgodnie z art. 627 k.c. przez umowę o dzieło przyjmujący zamówienie zobowiązuje się wykonać oznaczone dzieło. Tak więc ważny jest rezultat -powstanie dzieła, za które wykonawca dostanie wynagrodzenie. Dziełem może być na przykład uszyty na zamówienie garnitur, sporządzona analiza, namalowany obraz, wykonany koncert.
To, co różni umowę zlecenia od umowy o dzieło, to przede wszystkim ich efekt. Rezultatem umowy o dzieło jest powstanie konkretnego dzieła. Natomiast w umowie-zleceniu przyjmujący zlecenie zobowiązuje się jedynie dokonać określonych czynności. Natomiast nie odpowiada za to, czy zostanie osiągnięty taki rezultat tych działań, jaki założył sobie zlecający. Są też oczywiście inne skutki. Przede wszystkim w zakresie składek do ZUS.
Od umowy o dzieło nie płaci się składek ani na ubezpieczenia społeczne, ani na ubezpieczenie zdrowotne (chyba że jest zawarta z własnym pracodawcą lub jest wykonywana jego rzecz; wówczas składki trzeba opłacać tak jak od pracownika). Natomiast od umowy-zlecenia składki są zasadniczo obowiązkowe. Wyjątkiem są składki: chorobowa (dobrowolna) i wypadkowa (trzeba ją płacić tylko wtedy, gdy praca jest wykonywana w miejscu lub siedzibie prowadzenia działalności zleceniodawcy).
Należy jednak wiedzieć, że niekiedy również ubezpieczenia emerytalne i rentowe mogą być dobrowolne. Przykładowo:
- gdy zleceniobiorca jest równocześnie pracownikiem i otrzymuje wynagrodzenie równe co najmniej minimalnemu,
- gdy zleceniobiorca prowadzi jednocześnie działalność gospodarczą, a z umowy-zlecenia (niewykonywanej w ramach działalności gospodarczej) uzyskuje wynagrodzenie nie niższe niż 60 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w ostatnim kwartale. Wówczas zleceniobiorca może wybrać, czy płacić obowiązkowo składki z firmy, czy ze zlecenia. W takiej sytuacji drugi tytuł do ubezpieczenia staje się dobrowolny. Obowiązkowa jest tylko składka na ubezpieczenie zdrowotne.
Składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne nie płaci się od zleceń zawieranych z uczniami gimnazjów, szkół ponadgimnazjalnych, ponadpodstawowych lub studentami, do ukończenia przez nich 26 lat.
Ta umowa, zwana potocznie chałupniczą, przeżywa ostatnio swój renesans. Dzięki niej przedsiębiorcy, zamiast odprowadzać co miesiąc do ZUS ponad 700 zł, płacą dużo mniej.
Umowę o pracę nakładczą reguluje rozporządzenie Rady Ministrów w sprawie uprawnień pracowniczych osób wykonujących pracę nakładczą (z 31 grudnia 1975 r., DzU z 1976 r. nr 3, poz. 19 ze zm.).
Powinna być w niej określona taka minimalna ilość pracy, by wykonawca mógł zarobić co najmniej połowę najniższego wynagrodzenia (jeśli byłoby to dla niego wyłączne lub główne źródło utrzymania, to wynagrodzenie nie powinno być mniejsze od najniższego). Zgodnie z art. 25 ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę nie chodzi tu o wynagrodzenie minimalne (obecnie 936 zł), tylko 760 zł brutto.
Nawet jeśli założyć, że nakładca (czyli ten, kto zleca wykonanie pracy) musiałby wypłacić wykonawcy połowę najniższego wynagrodzenia (380 zł brutto), to i tak jest to dużo mniej niż podstawa wymiaru składek, od której przedsiębiorca musi płacić do ZUS z firmy. Na dodatek ten, kto wykonuje pracę nakładczą w domu, nie płaci składek na ubezpieczenie wypadkowe.
Nakładca musi jednak stosować wobec wykonawcy niektóre przepisy kodeksu pracy. Na przykład:
- wykonawca ma prawo do urlopu macierzyńskiego i urlopu wypoczynkowego w wymiarze określonym w kodeksie pracy;
- do pracy nakładczej stosuje się zasady bhp oraz przepisy dotyczące prac szczególnie uciążliwych dla kobiet;
- umowa zawarta na czas określony lub na czas wykonania określonej pracy, która uległaby rozwiązaniu po upływie trzeciego miesiąca ciąży, zostaje automatycznie przedłużona do dnia porodu;
- za szkodę wyrządzoną nakładcy i za szkodę w mieniu powierzonym wykonawca odpowiada na takich samych zasadach, jak pracownik (tzn. za szkodę z winy nieumyślnej -do wysokości trzymiesięcznego wynagrodzenia).
Rozporządzenie chroni też wykonawcę przed nagłym wypowiedzeniem umowy. Wynika z niego bowiem, że nakładca nie może:
- wypowiedzieć umowy w okresie
urlopu wypoczynkowego wykonawcy ani w okresie jego niezdolności do pracy z powodu choroby lub odosobnienia ze względu na chorobę zakaźną, jeżeli nie upłynął jeszcze okres uprawniający do rozwiązania umowy bez wypowiedzenia (określony w odrębnym przepisie),
- wypowiedzieć ani rozwiązać umowy z wykonawcą będącym członkiem zarządu zakładowej organizacji związkowej, bez zgody tej organizacji,
- wypowiedzieć ani rozwiązać umowy zawartej na czas nieokreślony w okresie ciąży i urlopu macierzyńskiego,
- wypowiedzieć umowy w okresie między powołaniem wykonawcy na ćwiczenia lub przeszkolenie wojskowe a ich odbyciem.
Wbrew tym zasadom nakładca może wypowiedzieć umowy tylko wtedy, gdy sam jest w upadłości, likwidacji lub gdy zaniechał systemu pracy nakładczej.
Wykonawca musi się natomiast liczyć - tak jak pracownik w klasycznym stosunku pracy -z możliwością dyscyplinarki, czyli zwolnienia z powodu ciężkiego naruszenia obowiązków wynikających z umowy, nieprzestrzegania przepisów i zasad bhp, popełnienia przestępstwa.
Na wzór kodeksu pracy w rozporządzeniu są też przepisy dotyczące rozwiązania umowy bez wypowiedzenia bez winy pracownika (choć oczywiście nieco się od nich różniące). Nakładca może więc na przykład rozwiązać umowę z wykonawcą niezdolnym do pracy z powodu ponadtrzymiesięcznej choroby albo ponadsześciomiesięcznej choroby zawodowej lub spowodowanej wypadkiem przy pracy.
Okres pracy nakładczej wlicza się do stażu pracy, jeśli idzie o uprawnienia danej osoby wynikające ze stosunku pracy. Natomiast - jak stwierdził Sąd Apelacyjny w wyroku (III AUa 643/060) opisywanym w"Rz" z 13 września 2006 r. - praca nakładcza, choćby w szczególnych warunkach, nie uprawnia do wcześniejszej emerytury.
Samozatrudnienie to nic innego jak prowadzenie działalności gospodarczej na własny rachunek i własne ryzyko. Dla wielu podatników jest to rozwiązanie korzystne ze względu na możliwość skorzystania z 19-proc. podatku liniowego i wyboru poziomu obciążeń składkami na ZUS. Czy więc wprowadzenie do ustawy o PIT definicji działalności gospodarczej postawiło podatników w gorszym położeniu? Moim zdaniem nie można wysnuć tak jednoznacznego wniosku. Przed 1 stycznia br. samozatrudnieni również musieli umieć udowodnić, że prowadzą rzeczywistą działalność gospodarczą, a nie pozostają w stosunku pracy. Kiedy mówimy o stosunku pracy? Przede wszystkim wtedy, gdy zatrudniony pracuje pod nadzorem pracodawcy, o czasie i miejscu pracy decyduje pracodawca, pracownik musi wykonywać pracę osobiście i konsekwencje błędów podatnika ponosi pracodawca. Definicja wprowadzona nowelizacją ustawy nie jest z pewnością precyzyjna, jest jednak próbą uporządkowania stanu prawnego i dla wielu podatników będzie cenną wskazówką w ocenie ich sytuacji prawnopodatkowej.
Dlaczego więc nowe przepisy wywołują tyle wrzawy? Otóż dlatego, że zarówno samozatrudnieni, jak i zlecające im usługi firmy odbierają to jako zamach na swobodę prowadzenia działalności gospodarczej, jako kolejny wyraz braku zaufania do nich jako uczciwych przedsiębiorców. Bez wątpienia prawa pracownicze powinny być chronione. Ale dlaczego instrumentem w tej walce ma być prawo podatkowe?
Warto się zastanowić, czy przedsiębiorca może zawrzeć zlecenie, które nie będzie wykonane w ramach działalności gospodarczej, tylko będzie potraktowane jako przychód z działalności wykonanej osobiście. Odpowiedź powinna być twierdząca. Duży wpływ na kwalifikację przychodów powinny mieć także kwestie związane z rejestracją działalności gospodarczej. Jeśli ktoś nigdy takiej działalności nie zarejestrował i świadczy usługi na podstawie sporadycznie zawieranych umów-zleceń lub o dzieło, to trudno mówić tu o działalności gospodarczej (nie spełnia on bowiem definicji działalności gospodarczej). Działalność gospodarcza musi być przecież ciągła i zorganizowana. Analogicznie należy wziąć pod uwagę to, co jest - zgodnie z tym wpisem - przedmiotem działalności gospodarczej. Dlatego, jeżeli ktoś świadczy usługę poza zakresem wynikającym z wpisu do ewidencji działalności gospodarczej lub w ogóle bez takiego wpisu, to moim zdaniem należy uznać, że osiąga przychody z działalności wykonywanej osobiście (jeśli nie spełnia ona wymogów definicji działalności gospodarczej).
- gdy osoba wykonująca pracę nakładczą jest równocześnie pracownikiem i otrzymuje wynagrodzenie równe co najmniej minimalnemu; wówczas ubezpieczenia z umowy o pracę nakładczą są dobrowolne, a obowiązkowa jest tylko składka na ubezpieczenie zdrowotne;
- gdy osoba wykonująca pracę nakładczą prowadzi jednocześnie działalność gospodarczą; wówczas ma prawo wyboru: płacić obowiązkowo składki z firmy czy z pracy nakładczej. W takiej sytuacji drugi tytuł do ubezpieczenia staje się dobrowolny, a obowiązkowa jest tylko składka na ubezpieczenie zdrowotne;
- gdy osoba wykonująca pracę nakładczą wykonuje równocześnie pracę na podstawie umowy-zlecenia; wówczas obowiązkowo podlega ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym z umowy o pracę nakładczą lub z umowy-zlecenia. Składki z drugiego tytułu są dobrowolne, a obowiązkowa jest tylko składka na ubezpieczenie zdrowotne.
Składka wypadkowa - nie płaci się jej, jeśli praca jest wykonywana w domu.
Składka chorobowa - jest dobrowolna.
Składka zdrowotna - jest obowiązkowa.
Analiza przepisów określających, co jest działalnością gospodarczą, przypomina oglądanie filmu Matrix. Przedsiębiorca musi wziąć pod uwagę co najmniej trzy ustawy, a niektóre z nich zawierają kilka definicji i kilka wyłączeń. Jak sobie dać z tym radę? Chciałabym zwrócić uwagę na praktyczne rozwiązanie tego problemu, który umknął uwadze legislatorów, znających działalność osób fizycznych tylko z teorii, a nie z praktyki. W praktyce, jeżeli określone czynności zostaną wpisane do przedmiotu prowadzonej działalności, to przychód ten na gruncie podatku dochodowego klasyfikuje się do przychodów z działalności gospodarczej, jeśli tylko nie zachodzą wyraźne przesłanki do wykluczenia tych czynności z działalności gospodarczej na podstawie art. 5b ust. 1 updof (w uproszczeniu można powiedzieć, że art. 5b ust. 1 opisuje stosunek pracy). Skoro utarła się taka praktyka i dobrze funkcjonuje, to nie należy jej ignorować. Przeciwnie, należy uszanować to, że wpis do ewidencji też coś znaczy, a przede wszystkim jest dokumentem, który pozwala przedsiębiorcom określić w sposób sformalizowany swój status, i jest wskazówką dla innych osób uczestniczących w obrocie gospodarczym.