Panie sędzio, rzecznicy dyscyplinarni sędziów sądów powszechnych nie ustają w mnożeniu postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów, którzy ostro protestują, podważają ich pozycję itd. Myśli pan, że kiedyś ustaną w swojej aktywnej działalności? Co musiałoby się wydarzyć, by tak się stało?
W tej chwili mamy z ich strony do czynienia z ucieczką do przodu. Rzecznicy są świadomi, że są w bunkrze, wokół którego grzmi artyleria, ich zachowanie jest więc walką o własne przetrwanie. Widać ich nerwowość, bo wiedzą, do czego to zmierza. Albo zostaną porzuceni przez swoich mocodawców, albo – gdy zwycięży praworządność – razem z nimi przegrają. Wtedy nastąpi koniec ich działalności. Myślę, że z własnej woli nie zmienią swojego zachowania, chociaż przecież istnieje pojęcie czynnego żalu. To zawsze wpływa na ocenę postawy.
Pana postępowania już się zakończyły? Z jakim skutkiem?
Moje jedno postępowanie trwa i podobnie jak postępowania przeciwko sędziemu Żurkowi, w których jestem jego obrońcą przed sądami dyscyplinarnymi, znajduje się gdzieś w przestrzeni walki o prawo do uczciwego procesu, gwarantowanego konstytucją i Europejską konsekwencją praw człowieka. Kiedy takie prawo zostanie nam zagwarantowane, będziemy wykazywać naszą niewinność i pozaprocesowe motywy działania oskarżycieli. Mamy bogaty materiał dowodowy, który świadczy o podejmowaniu systemowych działań mających na celu niszczenie ludzi w majestacie prawa lub z przekroczeniem prawa. Kiedyś to musi ujrzeć światło dzienne, aby niezależne organy oceniły, jak wielki był to rozmiar bezprawia i kto powinien ponieść za to odpowiedzialność dyscyplinarną, a być może nawet karną.
Czytaj więcej
Test niezależności sędziów wprowadzony w ustawie prezydenckiej nie zagwarantuje spełnienia standa...