Sposób dobierania przez ZUS chorych do kontroli i ich weryfikacji budzi duże wątpliwości. Wzywane są osoby, które często korzystają ze zwolnień, zmieniają lekarzy albo długo chorują. I choć na pierwszy rzut oka kryteria te nie budzą wątpliwości, problem w tym, że nie ma wstępnej weryfikacji, czy daną osobę wezwać na badanie. Efekt?
Agnieszka Z. została wezwana tuż po operacji wstawienia endoprotezy biodra. Pani Beata z Warszawy, bojąc się utraty zasiłku, przybyła do ZUS w zaspach na wózku inwalidzkim. Miała skomplikowane złamanie śródstopia.
O kulach do domu
– Byłem świadkiem, jak lekarz orzecznik wyszedł na korytarz, zerknął na siedzących ludzi i osobom o kulach kazał iść do domu, uznając badanie za zakończone, mimo że się nie odbyło. Mam też informację od zgłaszających się do Stowarzyszenia Osób Ubezpieczonych w ZUS, że takie praktyki orzeczników są prowadzone w całym kraju – mówi Zbigniew Dudko, prezes Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere.
Zdaniem Antoniego Skorupskiego, adwokata z kancelarii Skorupski & Kinczel, warto pomyśleć o wewnętrznym przekazie informacji między lekarzem prowadzącym i lekarzem orzecznikiem. – Byłaby to wstępna weryfikacja osób do skontrolowania – wyjaśnia.