Po pół roku od uchwalenia wchodzi w życie nowela kodeksu spółek handlowych, wprowadzająca prawo holdingowe i wzmacniająca rolę rad nadzorczych. Czy teraz proponowałby pan profesor taki sam projekt, czy coś zmienił?
Proponowałbym taki sam. O taką regulację prawa holdingowego walczyłem od 18 lat.
Jak pan walczył? Prace nad projektem trwały nieco ponad dwa lata.
Potrzebę regulacji prawa holdingowego zasygnalizował biznes. Jako członek Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego (komisja) uczestniczyłem w latach 2009–2010 w pracach nad nowelizacją k.s.k., wprowadzającą regulację tego prawa.
Wtedy były aż dwa projekty rządowe, czyli ten wskazany oraz konkurencyjny do niego opracowany w Ministerstwie Gospodarki. Oba były poddane szerokiej konsultacji środowiska naukowego i praktyków. Projekt komisji starał się wyważać sprzeczne w grupie spółek interesy, nawiązując do znanej w Europie doktryny Rozenbluma dopuszczającej tzw. legalne działanie na szkodę spółki zależnej, jeżeli przemawia za tym interes grupy spółek, szkoda wyrządzona spółce zależnej zostanie jej zrekompensowana przez spółkę dominującą, a uczestnictwo spółki zależnej w grupie jest ze wszech miar dla niej korzystne w skali długofalowej. Projekt Ministerstwa Gospodarki przyjmował z kolei wizję zcentralizowanego koncernu, zbliżonego do wzorców niemieckich. Z tych dwóch projektów do dalszych prac legislacyjnych został wybrany projekt komisji, lecz na etapie konsultacji międzyresortowych został zablokowany przez ówczesne Ministerstwo Skarbu Państwa, co doprowadziło ten projekt do zamrażarki legislacyjnej.