Ta obietnica jest wygodna nie tylko intelektualnie, lecz także politycznie i kapitałowo: pozwala mówić o głębokiej transformacji bez naruszania podstawowego modelu wzrostu, konsumpcji i alokacji inwestycji.

Obietnica decouplingu

W języku ekonomii i polityki klimatycznej kryje się za tym pojęcie decouplingu, czyli oddzielenia wzrostu gospodarczego od emisji, zużycia energii, eksploatacji zasobów i degradacji środowiska. W wersji umiarkowanej jest to postulat rozsądny. Gospodarki powinny produkować więcej wartości przy mniejszym zużyciu energii i materiałów na jednostkę PKB. Problem zaczyna się wtedy, gdy z relatywnej poprawy efektywności wyciąga się wniosek o możliwości trwałego, globalnego i absolutnego oddzielenia wzrostu od fizycznej bazy gospodarki.

Paradoks Jevonsa

Tu zaczyna się niewygodna rozmowa. Bo gospodarka nie jest aplikacją działającą w chmurze, nawet jeśli bardzo lubi tak o sobie opowiadać. Każdy produkt, usługa, centrum danych, pojazd elektryczny, farma wiatrowa, magazyn energii i model sztucznej inteligencji mają materialne oraz energetyczne zaplecze. Zielony wzrost obiecuje, że technologia pozwoli nam coraz lepiej tym zapleczem zarządzać. Historia podpowiada jednak, że sama efektywność nie wystarczy, jeśli jednocześnie rośnie skala całego systemu.

Już w XIX wieku William Stanley Jevons zauważył zjawisko, które do dziś psuje humor technologicznym optymistom. Analizując wykorzystanie węgla w Wielkiej Brytanii, dostrzegł, że bardziej efektywne maszyny parowe nie zmniejszyły całkowitego zużycia tego surowca. Przeciwnie, tańsze i wydajniejsze wykorzystanie energii z węgla rozszerzyło zakres zastosowań maszyn, zwiększyło opłacalność produkcji i napędziło dalszy popyt. Oszczędność jednostkowa została pochłonięta przez wzrost skali.

Na tym polega sedno paradoksu Jevonsa. Gdy technologia pozwala zużyć mniej zasobu na jednostkę produktu lub usługi, obniża koszt korzystania z tej technologii. Niższy koszt zwiększa dostępność, uruchamia nowe zastosowania i często rozszerza popyt. W efekcie system może zużywać mniej zasobu na jednostkę, ale więcej zasobu łącznie. Efektywność staje się wtedy nie hamulcem presji, lecz jej bardziej wyrafinowanym akceleratorem.

Nie jest to mechanizm automatyczny ani uniwersalny. Skala efektu zależy od cen, regulacji, struktury rynku, elastyczności popytu i zachowań konsumentów. Właśnie dlatego paradoks Jevonsa nie powinien być traktowany jak publicystyczny młotek do rozbijania każdej rozmowy o innowacjach. Jest raczej ostrzeżeniem przed myśleniem, że efektywność technologiczna sama rozwiąże problem skali.

Od LED do AI

Współczesnych przykładów nie brakuje. Samochody stały się bardziej efektywne, ale mobilność wzrosła, a miasta rozlały się przestrzennie. Oświetlenie LED radykalnie obniżyło koszt światła, ale świat zaczął oświetlać więcej przestrzeni, dłużej i intensywniej. Lotnictwo poprawiło efektywność paliwową, lecz tańsze podróże zwiększyły liczbę połączeń i pasażerów. Cyfryzacja miała być symbolem dematerializacji, a stała się jedną z głównych osi nowego popytu na energię, centra danych, chłodzenie, układy scalone i infrastrukturę sieciową.

Również AI dobrze pokazuje ten paradoks. Im sprawniejsze stają się procesory, modele i algorytmy, tym więcej zastosowań staje się ekonomicznie możliwych. Ta sama efektywność, która obniża koszt jednostkowego zapytania lub obliczenia, otwiera drogę do masowego wdrażania sztucznej inteligencji w administracji, finansach, medycynie, przemyśle, edukacji, marketingu i codziennej konsumpcji. W rezultacie nie obserwujemy znikania materialności gospodarki, lecz jej przesunięcie do centrów danych, sieci elektroenergetycznych, fabryk chipów, kopalń surowców krytycznych i infrastruktury chłodzenia.

Technologia nie wystarczy

Technologia pozostaje konieczna. Bez innowacji, efektywności, modernizacji przemysłu, recyklingu, elektryfikacji i lepszych sieci transformacja nie będzie możliwa. Problemem jest fetyszyzacja technologii, czyli wiara, że poprawa efektywności pozwala uniknąć pytań o skalę, strukturę popytu, trwałość produktów, urbanistykę, transport, model konsumpcji i realne koszty infrastruktury.

Największym złudzeniem zielonego wzrostu jest przekonanie, że można bez końca powiększać gospodarkę, zmieniając jedynie technologiczną podstawę jej działania. W tej wizji wszystko zostaje mniej więcej po staremu: więcej produkcji, więcej konsumpcji, więcej danych, więcej mobilności, więcej infrastruktury, więcej urządzeń. Różnica polega na tym, że mają być bardziej efektywne, niskoemisyjne i lepiej zaraportowane. To bardzo komfortowa wizja. Niestety, komfort poznawczy rzadko bywa dobrą strategią wobec twardej fizyki.

ESG i problem wolumenu

Dla ESG płynie stąd ważny wniosek. Nie wystarczy liczyć emisji jednostkowych, efektywności procesów i wskaźników intensywności. Firma może zmniejszać ślad jednego produktu, a jednocześnie zwiększać wolumen sprzedaży tak bardzo, że całkowita presja środowiskowa pozostaje wysoka. Może poprawiać efektywność operacyjną, a zarazem wzmacniać model biznesowy oparty na krótkiej trwałości, nadprodukcji i stałym pobudzaniu popytu. Wtedy raport wygląda coraz lepiej, ale rzeczywistość nie musi czuć się tym zobowiązana.

Jaki wzrost ma sens?

Dojrzała rozmowa o zielonym wzroście nie wymaga negacji wzrostu PKB ani romantyzowania ubóstwa. Wymaga pytania, jaki wzrost ma sens, komu służy, jakie zasoby uruchamia i jakie koszty przerzuca poza pole widzenia. Prosty postulat degrowth nie rozwiązuje tego problemu. Potrzebujemy nie mniej rozwoju, lecz większej dyscypliny w jego definiowaniu: odróżniania inwestycji zwiększających odporność, produktywność i bezpieczeństwo od ekspansji, która głównie powiększa wolumen konsumpcji. Nie każda ekspansja jest postępem. Nie każda innowacja zmniejsza presję systemową. Nie każda efektywność prowadzi do oszczędności, jeśli cała gospodarka ma skłonność zamieniać ją w nową przestrzeń konsumpcji.

Zdaniem autora

Paradoks Jevonsa przypomina, że fizyka nie czyta strategii klimatycznych, raportów ESG ani prezentacji o neutralności. Możemy poprawiać efektywność i powinniśmy to robić. Ale jeśli nie zadamy pytania o skalę, technologia może stać się nie wyjściem z pułapki, lecz jej bardziej eleganckim mechanizmem. Zielony wzrost będzie wiarygodny dopiero wtedy, gdy przestanie być obietnicą bezbolesnej kontynuacji, a stanie się poważną rozmową o gospodarce w świecie realnych ograniczeń.

autor: Przemysław Kulik ekspert i wykładowca w obszarze ESG, geopolityki i zrównoważonego rozwoju