Przez brak jednego rynku finansowego w UE nawet europejskie startupy wolą od razu założyć spółki w Stanach Zjednoczonych, w Delaware. –Tam system jest prostszy, jest lepiej rozumiany globalnie, przyjazny biznesowo. No i przede wszystkim daje dostęp do kapitału, do rynku kapitałowego w Stanach – mówi Iwona Biernat, zarządca ds. operacyjnych w funduszu inwestycyjnym Projekt Europe w programie Magazyn o Biznesie.
To pokazuje, jak palącym problemem jest stworzenie europejskiej spółki, która na takich samych zasadach będzie mogła działać w całej Europie, we wszystkich 27 państwach.
Jakie są zalety EU Inc, dlaczego Europa w ogóle potrzebuje europejskiej spółki do wyścigu z USA, a co się autorom projektu nie podoba w finalnej wersji – o tym opowiada inwestorka, która jest też rzeczniczką ds. polityk publicznych i strategii prawnej w EU-Inc Petition. Biernat należy do grupy inwestorów, którzy opracowali pierwszą wersję projektu europejskiej spółki EU Inc i przekazali go Komisji Europejskiej.
Jakie znaczenie ma europejska spółka, której projekt w ubiegłym tygodniu pokazała Komisja Europejska? – EU Inc. to inicjatywa europejskich startupów, czyli przedsiębiorców, inwestorów – mówi Iwona Biernat. Celem tej spółki jest stworzenie tzw. 28. reżimu czyli jednego wspólnego standardu prawnego dla startupów w Europie. – Sam pomysł wziął się z bardzo praktycznego problemu. Europejskie spółki mają ogromne trudności w skalowaniu i pozyskiwaniu kapitału, przede wszystkim prywatnego w porównaniu do Stanów Zjednoczonych – tłumaczy inwestorka.
Czytaj więcej:
– Polska była istotnym graczem na Bliskim Wschodzie, nasza obecność gospodarcza i polityczna była tam naprawdę znacząca – mówi ppłk Marcin Faliński...
Pro
Autorów projektu zaskoczyło poparcie europejskich inwestorów, poparli go nawet założyciele ElevenLabs. – Mamy 24 tysiące osób, które podpisały tę petycję, w tym czołowi inwestorzy, liderzy, technologiczne organizacje i te, które popierają startupy w Europie i próbują im pomóc w tym, żeby zbudować jak najlepsze środowisko. Również w Polsce wśród właśnie wspierających osób są takie osoby jak Mati Staniszowski z ElevenLabs, Rafał Modrzewski, liderzy firm takich jak Klarna, w tym Sebastian Siemantkowski. Inicjatywę też wspierają różne osoby z Doliny Krzemowej, jak Paul Graham z YC Inkubatora Startupów, bardzo znany w całej Europie. To pokazuje, że problem ma globalne znaczenie i że istnieje realny apetyt na stworzenie właśnie takiej spółki – mówi Biernat.
Inwestorka tłumaczy, że Europa jest dziś bardzo pofragmentowana, działa tu 27 różnych systemów prawnych w 27 państwach członkowskich, choć jest jeden wspólny rynek. Dla inwestorów to oznacza bardzo wysokie koszty, ryzyko i brak przewidywalności tam, gdzie inwestują. Więc w efekcie startupy już od razu zakładają spółki w Stanach Zjednoczonych, najczęściej właśnie w Delaware. Tam system jest prostszy, jest lepiej rozumiany globalnie, przyjazny biznesowo. No i przede wszystkim daje dostęp do kapitału, do rynku kapitałowego w Stanach.
Czytaj więcej:
Pytanie, czy SAFE będzie przedmiotem dalszych emocji i jakichś zmian. A przedsiębiorcy przede wszystkim potrzebują stabilności.
Pro
Efektem tego europejskiego zacofania są realne straty Europy – własność intelektualna, bardzo często podatki i cała wartość tych firm uciekają poza Europę, a UE traci nie tylko spółki, ale też przyszłe miejsca pracy.
–To są często bardzo wartościowe pomysły, duże spółki, jak nawet sam Eleven Labs. To są nowoczesne prace w przyszłości, które będą kształtować gospodarkę przez kolejne 10-20 lat. My spędziliśmy dużo czasu, właśnie analizując ten problem przez ostatnie 4 lata. Jako zarządzająca funduszem, zauważyłam, że w Europie jest bardzo ciężko inwestować, dlatego też często prosimy już przedsiębiorców od pierwszego dnia, żeby założyli spółkę albo w Delaware, albo nawet w Wielkiej Brytanii, bo niestety jest tylko kilka jurysdykcji, w których inwestorzy czują się komfortowo, by inwestować, bo jest ta przewidywalność, bo ufają temu systemowi – mówiła Biernat.