Istniejąca od kilku lat waluta, używana w świecie wirtualnym, to bitcoin. Można za nią kupić coraz więcej realnych towarów i usług – także w Polsce. Już dziś zapłaci się tak za noclegi w niektórych miejscach na Pogórzu Izerskim i w Gdańsku, a także za wyjazdy żeglarskie. Działa serwis wymiany bitcoinów na kupony żywnościowe Sodexo. W Szczecinie jest nawet zakład kosmetyczny, w którym można sobie przedłużyć rzęsy, płacąc bitcoinami.
Czy niekontrolowana przez żadne władze waluta nie jest pokusą dla przestępców? Nietrudno sobie wyobrazić ucieczkę od legalnych środków płatniczych i używanie bitcoinów, by prać pieniądze, uciekać przed opodatkowaniem czy zatajać dochody.
Przelewy w wirtualnej walucie nie są bowiem rejestrowane tak jak bankowe. Czy można w ten sposób wywieść w pole administrację skarbową?
„Bitcoin jest zjawiskiem nowym, jednak leży już w obszarze zainteresowania organów kontroli skarbowej" – tak napisało nam biuro prasowe Ministerstwa Finansów. Resort przyznaje, że „istnieje potencjalne zagrożenie wystąpieniem nieprawidłowości związane m.in. z anonimowością płatności wykonywanych przy pomocy tego instrumentu". Równocześnie zauważa, że na razie trudno jeszcze określić, czy ewentualne przestępstwa związane z użyciem nowej waluty mogą przyjąć charakter piramidy finansowej czy polegać na unikaniu opodatkowania.
Sieciowe pranie pieniędzy
Na podobne zagrożenia wskazywał jesienią 2012 r. Europejski Bank Centralny w raporcie poświęconym walutom wirtualnym. Głosi on, że są „wyzwaniem dla władz publicznych z powodu prawnej niepewności (...), ponieważ mogą być używane przez przestępców, oszustów i piorących brudne pieniądze".