Koniec roku to okres większej aktywności służb skarbowych w poszukiwaniu nieujawnionych źródeł przychodów. Takie postępowanie zawsze jest trudne dla podatnika, gdyż musi udowodnić, z czego sfinansował sprawdzane przez fiskusa wydatki. Pomocne okazują się składane w poprzednich latach deklaracje podatkowe, np. PIT lub – w przypadku przedsiębiorców – ewidencja księgowa.
Problem powstaje wtedy, gdy kontrolowany nie miał obowiązku składania żadnych deklaracji ani prowadzenia ksiąg rachunkowych. Dotyczy to m.in. rzemieślników, którzy rozliczają się w sposób ryczałtowy, np. na podstawie karty podatkowej. Wtedy wysokość daniny zależy od rodzaju działalności i wielkości miejscowości, a nie od zysków. Nie ma też wymogu prowadzenia dokumentacji księgowej. Temu, kto nie udowodni legalności swojego majątku, grozi karna stawka 75 proc. PIT.
Ministerstwo Finansów odniosło się do tej kwestii w odpowiedzi na interpelację poselską nr 9826. Według niego to na podatniku spoczywa ciężar udowodnienia, że jego wydatki lub zgromadzone mienie mają pokrycie w przychodach opodatkowanych lub wolnych od opodatkowania.
W opinii ministerstwa inaczej należy traktować osoby, które nie mają obowiązku przechowywania dokumentów dotyczących wysokości przychodów. W takiej sytuacji wystarczy, że uprawdopodobnią ich osiąganie.
– Stanowisko ministerstwa nie ma żadnego związku z praktyką organów podatkowych. W rzeczywistości uprawdopodobnienie dochodów nigdy nie wystarczy, gdyż fiskus żąda dokumentów potwierdzających wysokość osiąganych dochodów, których podatnik nie miał przecież obowiązku gromadzić – mówi Michał Dec, doradca podatkowy w KNDP Kolibski Nikończyk Dec i Partnerzy.