Teraz mogli tak zaplanować sprzedaż części majątku, że nawet od dużego zysku nie płacili fiskusowi ani złotówki. Z założeń do projektu nowelizacji [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr?id=115893]ustaw o CIT[/link] i [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr?id=80474]PIT[/link] wynika, że MF chce skończyć z tą optymalizacją.
Jak wygląda sposób na aporty? Załóżmy, że spółka z o.o. kupiła tanio nieruchomość, a po kilku latach, kiedy jej wartość wzrosła, chciała ją zbyć. Jeśli po prostu sprzedawała, to płaciła podatek od dochodu, czyli przychodu pomniejszonego o niskie koszty nabycia (z uwzględnieniem amortyzacji).
Co innego, gdy wniosła ją jako wkład do spółki osobowej (jawnej, komandytowej) i urealniła jej wartość. Jeśli spółka osobowa sprzedała nieruchomość, to kosztem była właśnie ta urealniona, rynkowa wartość. Można więc było zarobić na transakcji, nie wykazując żadnego dochodu.
Ten mechanizm przynosił też korzyści podatnikom, którzy przed sprzedażą aportowanego majątku amortyzowali go. Był bowiem rozliczany w kosztach dwa razy najpierw w spółce z o. o., później w osobowej. Na dodatek od nowej, wyższej wartości początkowej.
Urzędy długo się na to zgadzały.