Wyobraźmy sobie, że od 1 stycznia każda zarobiona złotówka nie trafia na konto osoby pracującej, ale prosto do budżetu państwa, a więc na drogi, urzędy, szpitale, wojsko i wiele innych usług publicznych. Dopiero po ponad pół roku przychodzi dzień (Dzień Wolności Podatkowej), w którym łączny dochód od początku roku zrównuje się z (przewidywanymi) zobowiązaniami podatkowymi na ten rok, co oznacza, że symbolicznie obywatele przestają płacić państwu, a zaczynają zarabiać na siebie, swoje rachunki, przyjemności i oszczędności. Dzień Wolności Podatkowej jest zatem umowną datą, którą obliczają eksperci (w Polsce zajmuje się tym Centrum im. Adama Smitha) i w tym roku przypada on u nas 6 lipca, w ubiegłym roku – 4 lipca.