Podczas pobytu służbowego w Londynie pracownik zachorował na grypę. Lekarz nakazał mu bezwzględnie pozostać w łóżku przez co najmniej 3, 4 dni. Oznaczałoby to, że zostaje w Londynie o co najmniej 2 dni dłużej niż wynikałoby to z polecenia udania się w delegację. Czy musimy opłacać mu za ten czas noclegi i przyznawać diety? Czy możemy zobowiązać pracownika do przelotu do Polski w planowanym wcześniej terminie?
Pracodawca nie może w tej sytuacji wymagać, aby pracownik wrócił z delegacji w zakładanym pierwotnie terminie. Wyraźne zalecenia lekarskie – które zapewne zostałyby potwierdzone przez innego medyka – wskazują na konieczność „przeleżenia" grypy. Przelot samolotem, pobyt na lotnisku, przemieszczanie się po mieście (miastach) w pierwotnym terminie powrotu tworzyłyby poważne zagrożenie powstania powikłań pogrypowych. Dodatkowo pracownik narażałby na zachorowanie inne osoby przebywające np. w samolocie. Choroby zakaźne są zdecydowanie przeciwwskazaniem do lotu.
Narzucając na delegowanego obowiązek powrotu w zakładanym wcześniej terminie, pracodawca bezpośrednio narażałby jego zdrowie, a nawet życie.
Pobyt w Londynie musi więc zostać przedłużony do chwili wyzdrowienia pracownika. Nie można przy tym przyjąć, że choruje on już „poza podróżą służbową", skoro miała się ona już zakończyć. Konieczność ponoszenia kosztów dłuższego pobytu jest w tym przypadku konsekwencją ponoszenia przez pracodawcę ryzyka prowadzenia działalności, którego to ryzyka nie można przenieść na podwładnego.
Za te dodatkowe dni pracownik ma więc nadal prawo do świadczeń delegacyjnych, a także do zwrotu udokumentowanych kosztów leczenia za granicą oraz nabycia leków (§ 19 rozporządzenia z 29 stycznia 2013 r. w sprawie należności przysługujących pracownikowi zatrudnionemu w państwowej lub samorządowej jednostce sfery budżetowej z tytułu podróży służbowej, DzU z 2013 r., poz. 167).