Często pracodawcy traktują umowę o pracę na czas określony jako formę zatrudnienia, która pozwala łatwo i szybko rozstać się z pracownikiem. Jej rozwiązanie nie nakłada bowiem na pracodawcę obowiązku zachowania tylu formalności, co zakończenie współpracy z osobą zatrudnioną na podstawie umowy zawartej na czas nieokreślony (np. podania przyczyny). Ponadto ewentualne naruszenie przepisów prawa w tym zakresie wiąże się z mniej rygorystycznymi sankcjami.
To powszechne przekonanie pracodawców traci na aktualności w świetle ostatniego orzecznictwa Sądu Najwyższego. Podkreśla ono stabilizację zatrudnienia, jaką ma gwarantować umowa na czas określony oraz rozszerza uprawnienia zwolnionego w zakresie żądania przywrócenia do pracy (alternatywnie – odszkodowania).
Długoletnie angaże
Sąd Najwyższy od lat kwestionuje charakter długoletnich umów o pracę jako zawartych na czas określony. Uznaje je za umowy bezterminowe, których niewłaściwe wypowiedzenie może się wiązać dla pracodawcy z szeregiem roszczeń ze strony pracowników. Takie stanowisko podtrzymał też w wyroku z 14 lutego 2012 r. (II PK 136/11).
Sprawa dotyczyła rozwiązania przez pracodawcę umowy o pracę zawartej na 10 lat za 2-tygodniowym wypowiedzeniem. Mimo że rozstając się z pracownikiem spełniono wszystkie wymogi niezbędne do wypowiedzenia umowy o pracę na czas określony, sąd uznał, że pracodawca naruszył przepisy. Zgodnie z jego stanowiskiem, tak długa umowa terminowa stanowiła w praktyce angaż bezterminowy, którego wypowiedzenie wymagało od pracodawcy:
Zdaniem sądu, niezachowanie któregokolwiek z tych wymagań powoduje, że wypowiedzenie jest wadliwe, a podwładny może skorzystać z katalogu roszczeń, jakie kodeks pracy przewiduje w przypadku niewłaściwego wypowiadania umów bezterminowych. Wśród nich jest prawo do żądania przywrócenia do pracy.