W świecie współczesnego sportu sponsoring jest zjawiskiem powszechnym. W idealnych warunkach podmiot sponsorowany zyskuje dzięki niemu środki umożliwiające skuteczną rywalizację sportową, a podmiot sponsorujący możliwość dotarcia do szerokiego kręgu odbiorców, którzy w przyszłości mogą stać się jego potencjalnymi klientami.
Jednak mimo wszechobecności zjawiska sponsoringu i niewątpliwych korzyści z niego płynących wydaje się, że właściwy sformalizowany kształt w postaci umowy precyzyjnie określającej obowiązki i prawa każdej ze stron przybiera on stosunkowo rzadko. To zaś może niekorzystnie wpływać na jego skuteczność, czyli w praktyce na opłacalność sponsoringu zarówno dla sponsora, jak i sponsorowanego.
Jest nienazwana i bez definicji
Umowa sponsoringu w prawie polskim jest umową nienazwaną, brak bowiem ogólnych uregulowań jej dotyczących, choćby takich jak w przypadku powszechnie zawieranych umów sprzedaży czy najmu. Nie ma zatem także legalnej definicji umowy sponsoringu, która wyznaczałaby podstawowe obowiązki i prawa każdej ze stron.
W praktyce przyjęło się, że umowa sponsoringu to umowa dwustronnie zobowiązująca, na mocy której sponsor dokonuje na rzecz sponsorowanego tzw. odpłatnego przysporzenia w zamian za wykonanie przez sponsorowanego pewnych czynności, które mają na celu utrwalenie lub spotęgowanie renomy sponsora.
To nie darmowe przysporzenie
Należy zatem wyraźnie odróżnić sponsoring od darmowego przysporzenia na rzecz podmiotu sponsorowanego, gdyż taki stosunek nawiązany między stronami byłby równoznaczny z umową darowizny, uregulowaną w kodeksie cywilnym. Sponsoring powinien więc co do zasady wiązać się z wymierną korzyścią dla sponsorującego.