W Polsce ponad 3 mln pracowników jest zatrudnionych na umowach terminowych. Kodeks pracy nie ogranicza czasu ich trwania, zdarza się więc, że są zawierane na kilka, a nawet kilkanaście lat.
Dzięki temu pracodawca może rozwiązać taką umowę z dwutygodniowym wypowiedzeniem i najczęściej nie wypłaca przy tym zwalnianemu odprawy.
Sąd Najwyższy nałożył jednak ograniczenia na pracodawców i stwierdził, że niektóre długotrwałe umowy zawarte na czas określony mogą zostać uznane za bezterminowe. W wyroku z 25 października 2007 r. (sygn. II PK 49/07) SN uznał, że tak należy potraktować umowę pracownika, który na dwóch kolejnych umowach przepracował dziesięć lat.
Z pozwem o bezterminową umowę warto poczekać do zwolnienia
Wielu pracowników, którzy po 22 sierpnia 2009 r. przepracowali na umowach terminowych co najmniej 24 miesiące, może się także postarać o przekształcenie takiego zatrudnienia w bezterminowy kontrakt na podstawie ustawy o łagodzeniu skutków kryzysu ekonomicznego dla pracowników i przedsiębiorców (DzU nr 125, poz. 1035 – dalej: ustawa antykryzysowa). W myśl tych przepisów do końca 2011 r. osoby zatrudnione na podstawie umów na czas określony mogły pracować w ten sposób nie dłużej niż łącznie 24 miesiące. Nie miało wtedy znaczenia, ile takich umów dana firma zawarła z danym pracownikiem. W myśl art. 13 ust. 2 tej ustawy sumowały się wszystkie umowy zawarte z jedną firmą, jeśli od zakończenia jednej do zawarcia kolejnej nie mijało więcej niż trzy miesiące. Do limitu trwania umów terminowych pod rządami ustawy antykryzysowej nie wlicza się stażu pracy na umowach okresowych zdobytego przed wejściem tych przepisów w życie ani czasu trwania takiego kontraktu po 1 stycznia, gdy ta ustawa już nie obowiązuje.