- Dyrektor jednego z działów w firmie został zwolniony, choć oficjalnie o tym nie wiedziała ani załoga, ani podlegli mu pracownicy. Ponieważ odebrano mu wszystkie atrybuty pracownicze, m.in. kartę wejściową, poprosił swojego podwładnego o wpuszczenie do zakładu. Ten tak zrobił, a po kwadransie został dyscyplinarnie zwolniony za to, że wpuścił do firmy niepracownika. Czy pracodawca postąpił prawidłowo?
– pyta czytelnik.
Tu z pewnością łatwo będzie udowodnić, że pracodawca przeholował. Ale po kolei.
Informacja i zaufanie
Przede wszystkim zawiniła komunikacja w firmie. Pracodawca oczywiście nie musi ogłaszać nazwisk wszystkich zwalnianych osób, jeśli przeprowadza taką operację. Jest to jednak niezbędne, gdy pracę traci kierownik czy dyrektor zarządzający grupą osób. Muszą przecież wiedzieć, kto jest ich aktualnym szefem.
Jak zauważa Grzegorz Orłowski, radca prawny w Orłowski, Patulski, Walczak spółka z o.o., pracodawca robi to w dobrze pojętym interesie firmy i dla własnego bezpieczeństwa. Nie ma jednak takiego zwyczaju, aby każdego dnia pytać przełożonego, czy nadal pełni tę funkcję, a gdy tak jest, żeby to udowodnił odpowiednim dokumentem.