Najnowsze nowelizacje idą tak daleko, że można postawić wręcz pytanie, czy środki ochrony prawnej stały się na tyle ekskluzywnym dobrem, że są praktycznie nieosiągalne dla większości wykonawców?
Przyjęciu obowiązującej ustawy – [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=2BD96842B5AD39AC8945C3765A10581E?id=247401]Prawo zamówień publicznych[/link] (dalej: pzp) towarzyszyło przekonanie, że szeroki dostęp do środków ochrony prawnej będzie najlepszym mechanizmem wymuszającym zgodne z prawem działanie zamawiających – w końcu nie tylko prezes UZP (Urząd Zamówień Publicznych), lecz także szeroka rzesza wykonawców miały patrzeć zamawiającym na ręce. Początkowe statystyki potwierdzały, że spora część odwołań była uwzględniana (a pamiętajmy, iż najpoważniejsze uchybienia zamawiający mogli już wychwycić na etapie rozstrzygnięcia protestu).
[srodtytul]Podnoszenie poprzeczki[/srodtytul]
Początkowy szeroki dostęp wykonawców do środków ochrony prawnej dość szybko zaczął być zacieśniany – w głównej mierze ze względu na rosnący wolumen zamówień publicznych oraz chęć uniknięcia paraliżu odwoławczego. Już w 2006 r. wprowadzono zasadę, że odwołanie nie przysługuje dla zamówień o wartości poniżej 60 000 EUR (ustawa zmieniona 7 kwietnia 2006 r.).
Następnie w wyniku nowelizacji z 13 kwietnia 2007 r. podniesiono poprzeczkę i w ogóle wykluczono odwołania dla zamówień o wartości poniżej progów unijnych dla dostaw i usług. Rychło się okazało, że poprzeczka została zawieszona za wysoko, a w przetargach nieobjętych odwołaniem pojawia się więcej nieprawidłowości.