Sądowa interpretacja kodeksowego zakazu wypowiadania pracownikowi umowy o pracę w okresie jego urlopu lub innej usprawiedliwionej nieobecności w pracy (art. 41 k.p.) ma już długą i zmienną historię.
[srodtytul]Był w pracy, a potem się rozchorował[/srodtytul]
W przeszłości wybitnie propracownicza i oderwana od literalnego brzmienia wykładnia art. 41 k.p. stała się źródłem wielu patologicznych zachowań, które unicestwiały skuteczność wypowiedzeń umów o pracę. Pracownik uzyskiwał bowiem zwolnienie lekarskie na dzień, w którym wręczono mu oświadczenie o wypowiedzeniu.
Tę patologię przecięła całkowicie nowa [b]interpretacja Sądu Najwyższego, zastosowana w uchwale z 11 marca 1993 r. (I PZP 68/92)[/b]. Według niej „wypowiedzenie umowy pracownikowi, który świadczył pracę, a następnie wykazał, że w dniu wypowiedzenia był niezdolny do pracy z powodu choroby, nie narusza art. 41 k.p.”. W efekcie, [b]nawet jeśli podwładny pójdzie do lekarza, aby uzyskać zwolnienie na dzień, w którym szef wymówił mu umowę, co do zasady, nie może już zmienić oceny zgodności z prawem dokonanego wypowiedzenia.[/b]
W uzasadnieniu tej uchwały SN zaakcentował m.in., że przewidziany w art. 41 k.p. zakaz wymówienia obejmuje tylko sytuacje, gdy podwładny jest nieobecny w pracy. Zatem wręczenie mu oświadczenia o wypowiedzeniu w czasie, gdy fizycznie jest w firmie, będzie zgodne z prawem, nawet gdy ze zdarzeń, które po tym zaszły, będzie wynikać, że w tym dniu był niezdolny do pracy.