Niejeden mały przedsiębiorca, kiedy przebrnie już przez procedury związane z zarejestrowaniem swojej firmy, zaczyna zastanawiać się nad tym, jak chronić swoje produkty przed działaniami nierzetelnych konkurentów. Zwłaszcza naśladownictwem i podróbkami. Obowiązujące przepisy dają mu tu cały wachlarz możliwości. Jedną z nich jest zarejestrowanie znaku towarowego, którym produkty te będą opatrywane. Nie jest to obowiązkowe, ale zdecydowanie pomocne. Oczywiście to, że znaku nie zarejestrujemy, nie oznacza, że nasze produkty każdy będzie mógł dowolnie podrabiać. Wręcz przeciwnie. Zdecydowanie jednak warto się o rejestrację ubiegać. W porównaniu z jej kosztami korzyści wydają się duże.
[wyimek]550 zł zapłacimy za zgłoszenie znaku w tradycyjny sposób; 500 zł gdy zrobimy to przez Internet[/wyimek]
[srodtytul]Jak można się chronić...[/srodtytul]
Nie wchodząc w szczegóły, zarejestrowanie znaku towarowego sprawia, że nikomu poza uprawnionym nie będzie wolno go używać do oznaczania takich samych towarów. Co więcej, niedopuszczalne stanie się także umieszczanie go na towarach podobnych, o ile grozi to wprowadzeniem odbiorców w błąd. Od każdego, kto te zakazy naruszy, uprawnionemu wolno będzie domagać się pieniędzy.
Obecnie do wyboru przedsiębiorca ma trzy tryby ubiegania się o ochronę. Po pierwsze – krajowy, na podstawie polskich przepisów i obejmujący tylko nasz kraj. Po drugie – regionalny, według regulacji wspólnotowych i obejmujący od razu terytorium całej Wspólnoty Europejskiej. Po trzecie wreszcie – międzynarodowy, na mocy odrębnej umowy międzynarodowej zawartej przez kilkadziesiąt krajów z całego świata. Małemu, produkującemu na potrzeby naszego rynku przedsiębiorcy w zupełności wystarczy ta pierwsza opcja. Doprowadziwszy procedurę do końca, zdobędzie ochronę rozciągającą się na całą Polskę.