Różnica w intencjach
Jak stwierdził sąd okręgowy, z literalnego brzmienia § 6 umowy łączącej Jana S. ze spółką X wynika bez wątpienia zapewnienie, jakie pozwany złożył co do czasu, podmiotów i konkretnych czynności, których nie będą podejmować. Jednak strony kontraktu różnie interpretowały i rozumiały treść zapisu. Spółka chciała sobie zagwarantować, że Jan S. nie zacznie pracy dla konkurencji, ani sam nie rozpocznie konkurencyjnej działalności oraz że takiej działalności nie podejmą także jego małżonka i dzieci. Natomiast Jan S. – choć podczas zawierania umowy zapewniał kontrahenta, że ma wpływ na swoją rodzinę – w gruncie rzeczy bagatelizował treść § 6 umowy, gdyż liczył na zatrudnienie w spółce X. Przed sądem twierdził, że jego intencją nie było zagwarantowanie, że osoby trzecie (członkowie rodziny) nie podejmą konkurencyjnych działań, gdyż nigdy nie przyjąłby na siebie takiej odpowiedzialności. Jego zdaniem jest kolosalna różnica między terminem „zapewnia" a „gwarantuje": zapewnienie uzależnione jest od wielu okoliczności, a gwarancja jest na 100 proc.
Sąd musiał zatem ocenić, czy zobowiązanie, jakiego podjął się pozwany, jest przyrzeczeniem spełnienia określonego świadczenia przez osobę trzecią (art. 391 kodeksu cywilnego) czy też stanowi swoistego rodzaju umowę gwarancyjną (art. 353 k.c.).
Z rodziną się nie umówili
Zdaniem sądu okręgowego dla zaistnienia odpowiedzialności przewidzianej w art. 391 k.c. konieczne jest istnienie stosunku obligacyjnego łączącego osobę trzecią z wierzycielem lub przyrzekającym. Innymi słowy, żona i syn Jana S. musieliby zobowiązać się wobec niego lub spółki X, że nie podejmą działań konkurencyjnych.
– Takiego stosunku obligacyjnego łączącego pozwanego lub powódkę z małżonką pozwanego, jego synem lub innym podmiotem, w którym mieliby oni swoje udziały, nie ma. Z tego powodu nie można egzekwować odpowiedzialności pozwanego na podstawie art. 391 k.c. – stwierdził sąd.
Nie ma też mowy o gwarancji, bo zdaniem sądu, gdyby pozwany przyjął na siebie ryzyko odpowiedzialności za zachowanie osób trzecich i innych podmiotów, to takie zobowiązanie w ogóle nie byłoby możliwe do spełnienia. Jan S. nie miał bowiem obiektywnej możliwości wpływania na zachowanie swojej żony lub syna, a już z całą pewnością nie mógł mieć wpływu na zachowanie innych podmiotów, w których żona czy syn posiadaliby udziały.
Z tych przyczyn sąd okręgowy oddalił powództwo spółki X. Na marginesie podkreślił, że nie udowodniła ona wysokości poniesionej szkody. Próba wykazania tego za pomocą opinii biegłego spełzła na niczym, gdyż – jak przyznał sam biegły – dokładne wyliczenie wysokości szkody możliwe byłoby jedynie po przedstawieniu stosownej dokumentacji przez spółkę Y. Jednak jej prezes, czyli syn Jana S., odmówił udostępnienia dokumentów, powołując się na prawo do odmowy składania zeznań przez osobę najbliższą oraz tajemnicę danych związanych z prowadzoną działalnością gospodarczą.