Dostawca X dostarczył sieci handlowej Y zamówiony przez nią towar. Faktura sprzedażowa opiewa na kwotę 100 000 zł, ?a zastrzeżony w niej termin płatności upływa 30 czerwca 2014 roku. Jednocześnie ?z umowy ramowej łączącej strony wynika, że sieć handlowa Y jest uprawniona do pobierania bonusu w wysokości 8 proc. ?od rocznego obrotu. Pobranie tego bonusu nastąpiło ?10 stycznia 2015 roku. ?W przedstawionej sytuacji towar został sprzedany za ostateczną cenę 100 000 zł, ?a nie 92 000 zł ?(100 000 zł – 8 proc.). ?W dniu 30 czerwca 2014 roku, tj. w chwili kiedy doszło ?do zapłaty strony musiały ostatecznie ustalić jej wysokość. Nie można bowiem wymagać spełnienia świadczenia, nie wiedząc, ?ile ono wynosi. Stąd też bonus obliczony i pobrany sześć miesięcy po zapłacie nie może jednocześnie jej pomniejszać.
Taki mechanizm pobierania dodatkowych opłat nie ma zatem nic wspólnego z udzielaniem przez dostawcę upustu od ceny towarów sprzedawanych sieci handlowej. Bonusy nie są też elementem marży handlowej. Jak słusznie zauważył Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z 20 grudnia 2011 roku (sygn. I ACa 601/2011) już sama analiza znaczenia pojęć „marża handlowa" i „premia" prowadzi do wniosku, że marża nie jest premią. Premia (bonus) to bezpłatny dodatek, nagroda za coś. Przybiera ona postać dodatkowego, odrębnego świadczenia pieniężnego, a nie pomniejsza ceny, po jakiej sieć handlowa nabywa towary od swojego dostawcy.
Kupujący musi znać ostateczną wysokość ceny najpóźniej w chwili, gdy ma ją zapłacić sprzedawcy
Ponadto bonusy nie nawiązują do cen konkretnych, nabywanych przez sieci handlowe produktów. Zgodnie z definicją ustawową (art. 3 ust. 1 pkt 1 ustawy o cenach) cena oznacza wartość wyrażoną w jednostkach pieniężnych, którą kupujący jest obowiązany zapłacić przedsiębiorcy za towar lub usługę. Tymczasem bonusy stanowią określony procent od rocznych obrotów wszystkimi towarami dostarczanymi przez dostawcę, co nie ma żadnego związku z cenami konkretnych produktów. Nie chodzi tu zatem o upust od ceny sprzedaży, ale o dodatkową opłatę stanowiącą w istocie świadczenie bez ekwiwalentu, jeśli nie liczyć samego faktu zawarcia umowy z dostawcą i dokonywania zamówień, co jednak oznacza pobieranie opłat za przyjęcie towarów do sprzedaży (cyt. powyżej wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 20 grudnia 2011 roku).
Kto kupuje więcej, płaci mniej
Częstym argumentem padającym w sporach o zwrot tzw. bonusów jest twierdzenie, że powszechną zasadą w handlu są upusty od ceny w sytuacji, gdy kupujący nabywa od sprzedawcy większe ilości towarów. Innymi słowy, ten, kto kupuje więcej, płaci mniej. Takie rozumowanie jest ze wszech miar słuszne.
Nie można jednak twierdzić, że sieć handlowa w zamian za nic ma prawo naliczać premię, gdy tylko osiągnie dany pułap obrotów. Powyższa zasada rzeczywiście znalazłaby zastosowanie dopiero w sytuacji, gdyby sieć handlowa w umowie handlowej z dostawcą zagwarantowała mu z góry określony poziom obrotów. W takim układzie dostawca, znając łączną wielkość przyszłych zamówień, mógłby udzielić sieci handlowej określonego upustu od ceny konkretnych towarów. Sieć handlowa byłaby wówczas zobowiązana do osiągnięcia określonego progu obrotów i odpowiadałaby przed dostawcą za niewykonanie tego zobowiązania. Rabat udzielony przed złożeniem zamówień na towary miałby wówczas silne uzasadnienie w cytowanej na wstępie zasadzie „kto kupuje więcej, płaci mniej". Upust byłby ekwiwalentem zobowiązania sieci handlowej do zagwarantowania odpowiednio wysokiego poziomu obrotów. Problem z bonusami polega jednak na tym, że sieci handlowe w przygotowanych przez siebie umowach ramowych nigdy nie gwarantują dostawcy uzyskania określonego poziomu obrotów. Nie ponoszą w związku z tym żadnego ryzyka gospodarczego. Przy braku jakiejkolwiek odpowiedzialności wobec dostawcy za osiągnięcie określonego pułapu obrotów sieci handlowe pobierają za to wysokie opłaty (bonusy). Bonus jest zatem jednostronnym świadczeniem dostawcy pozbawionym jakiegokolwiek uzasadnienia gospodarczego. Dostawca jest obciążany dodatkową opłatą z tego tylko powodu, że sieć handlowa nabywa u niego towary, które następnie z zyskiem odsprzedaje swoim własnym klientom. W takim układzie brak jest jakiejkolwiek równowagi postanowień umowy handlowej.