Zatrudniając osoby na część etatu, trzeba pamiętać o kilku ważnych odrębnościach, które charakteryzują taki stosunek pracy. Na szczególną uwagę zasługuje tu kwestia rozliczania ich pracy ponadnormatywnej. Decydujące znaczenie w tym kontekście ma właściwe określenie momentu, od którego niepełnoetatowcowi przysługują dodatki za godziny nadliczbowe.
Co mówi ustawa
Istotne jest tu odniesienie do art. 151 § 5 kodeksu pracy. Nakazuje on w umowie pracownika wykonującego przypisane mu obowiązki w ramach niepełnego etatu ustalić liczbę godzin pracy ponad określony w umowie wymiar czasu pracy, których przekroczenie będzie taką osobę uprawniać – oprócz normalnego wynagrodzenia – do dodatku jak za nadgodziny. Nieprecyzyjność tak skonstruowanej regulacji budzi w praktyce wiele wątpliwości. Dotyczą one przede wszystkim:
Z limitem czy bez
W doktrynie prawa pracy prezentowane są dwa poglądy co do skutków niezapisania w angażu osoby zatrudnionej na część etatu limitu decydującego o wysokości zapłaty za dłuższą pracę. Zwolennicy pierwszego poglądu uznają, że w takiej sytuacji dodatek jak za pracę w godzinach nadliczbowych powinien trafiać do kieszeni zatrudnionego za każdą godzinę od momentu przekroczenia niepełnego wymiaru wskazanego w umowie o pracę.
W myśl drugiego podejścia, prawo do wspomnianego dodatku należy się dopiero po przekroczeniu norm przewidzianych dla osób pracujących w pełnym wymiarze czasu pracy. Za słusznością tego poglądu opowiedział się Sąd Najwyższy w wyroku z 9 lipca 2008 r. (I PK 315/07).
Stwierdził wówczas, że gdy strony nie umówiły się w kwestii limitu godzin, ponad który trzeba naliczać dodatki jak za nadliczbówki, to za pracę między indywidualnym, niepełnym wymiarem czasu pracy a kodeksowymi normami czasu pracy niepełnoetatowcom przysługuje wyłącznie normalne wynagrodzenie. Zdaniem SN pracy tej nie należy traktować jak nadliczbowej, ale jako pracę ponad ustalony w umowie wymiar etatu.