W 2011 r. w Niemczech pięć firm (Deutsche Post, Deutsche Telekom, P&G, L'Oreal i Mydays) uczestniczyło w eksperymencie mającym przeciwdziałać dyskryminacji. Zakładał on, że kandydaci mogą ubiegać się o pracę, wysyłając anonimowe życiorysy, bez zdjęcia, imienia, nazwiska, wieku, płci, pochodzenia.
Nie mamy jeszcze miarodajnych informacji, jak powiodła się ta idea, ale warto zadać sobie pytanie o sens takich rozwiązań i poddać analizie niektóre aspekty prawne anonimowej rekrutacji.
Po co to
Rywalizacja o różne deficytowe dobra trwa. Współzawodniczymy ze sobą na różnych polach, w tym takich, w których o tym, kto wygrywa, decyduje inny człowiek lub jakieś gremium.
Anonimowość kandydatów ubiegających się o pewne dobra może sprzyjać etycznym, sprawiedliwym rozstrzygnięciom. Wiedzą o tym np. organizatorzy różnych konkursów, gdzie ocenia się dzieło zrealizowane przez „startujących". Pod rozwagę komisji konkursowych poddaje się np. utwór literacki, materiał dziennikarski, którego autor jest ukryty pod hasłem. Sprzyja to obiektywizmowi ocen i w efekcie wydawaniu sprawiedliwych, opartych na przesłankach merytorycznych ocen. O zaletach anonimowości wie np. coraz więcej zespołów periodyków naukowych, oceniając nadesłane opracowania, których autorzy pozostają nieznani recenzentom.
Anonimizacja może zatem pozytywnie wpływać na rozstrzyganie wyników rywalizacji, ale także na sprawiedliwą merytoryczną ocenę jakości dokonań innych.