Po drodze rozbił pożyczony samochód, dla ukrycia śladów pojazd podpalił i upozorował włamanie. Ubezpieczyciel wypłacił odszkodowanie z AC na mocy wyroku sądowego.
Obecnie w obu powyższych przypadkach odpowiedzialność ubezpieczyciela byłaby zupełnie oczywista. Zarówno działania umyślne, jak i rażąco niedbałe pracownika nie mogą już obciążać pracodawcy.
Szczególnego znaczenia zasada ta nabiera w przypadku użytkowania przez pracowników pojazdów służbowych, bo wówczas zdarzenia szkodowe są dość częste. W takim wypadku, nawet jeżeli ubezpieczyciel podstępnie zamieścił klauzulę ograniczającą jego odpowiedzialność w ogólnych warunkach AC, jednak przedsiębiorca dość łatwo powinien wywalczyć korzystny dla siebie wyrok w sądzie.
Nie ma szkody, jest odszkodowanie
Istotną kwestią związaną z pojęciem rażącego niedbalstwa jest obowiązek dbałości o zabezpieczenie mienia przed zwiększeniem się rozmiarów szkody już po zajściu zdarzenia ubezpieczeniowego.
Typowym przykładem jest ratowanie maszyn czy stanów magazynowych przed rozprzestrzeniającym się ogniem. Inne przykłady to zabezpieczenie obiektu po dokonanej kradzieży bądź pojazdu po utracie kluczyków. W takich wypadkach rażące niedbalstwo przedsiębiorcy (tak jak wina umyślna) może być podstawą do dokonania potrącenia z odszkodowania tej części szkody, której „powodem” jest wadliwe działanie poszkodowanego.
Przykładowo przedsiębiorca nie zabezpieczając nadpalonego obiektu – ryzykuje brak ochrony ubezpieczeniowej z tytułu rozkradzenia znajdującego się tam mienia, nie wymieniając stacyjki po kradzieży kluczyków – nie dostanie odszkodowania w razie późniejszej kradzieży pojazdu.
Koszty akcji polegającej na ratowaniu zagrożonego mienia podlegają wyrównaniu przez ubezpieczyciela niezależnie od samej szkody. Przy czym wyrównanie to przysługuje niezależnie od efektu działania i to do wysokości sumy ubezpieczenia. Niejednokrotnie ubezpieczyciel ogranicza koszty ratowania kwotowo lub do określonego procentu sumy ubezpieczenia.
Przykład
Warto przypomnieć heroiczną walkę o zachowanie majątku Huty Szkła w Sandomierzu, o której donosiły wszystkie media.
Rozlana rzeka obejmowała wyspę z posadowioną na niej fabryką. Przez kilka dni i nocy załoga broniła majątku przed wielkimi szkodami ze strony nadchodzącej fali kulminacyjnej.
Koszty tych prac były znaczne, jednak można założyć, że majątek o znacznie większej wartości udało się uratować dzięki działaniom pracowników i służb ratowniczych.
Po ostatniej powodzi pojawiło się pytanie: w jakim zakresie możliwe jest skorzystanie z polisy ubezpieczeniowej w celu pokrycia kosztów związanych z ratowaniem mienia?
Podstawowy problem wiąże się z konstrukcją przepisu (826 k.c.), który wprawdzie zezwala na prowadzenie akcji ratowniczej na koszt ubezpieczyciela, jednak dopiero po „zajściu zdarzenia”, czyli dopiero wtedy, kiedy niszczycielskie działanie powodzi czy innego kataklizmu już zaistniało.
Wąska interpretacja tej normy uniemożliwiłaby czy przynajmniej utrudniłaby ważne i konieczne działania prewencyjne. Logika podpowiada, aby za kodeksowe zdarzenie szkodowe uznać już samo wystąpienie powodzi. Wątpliwości jednak pozostają i warto je zminimalizować już w umowie ubezpieczenia.
Komentuje Paweł Sikoraprawnik, specjalista ds. ubezpieczeń
Ryzyko elementarne, choć rzadkie, ma na ogół rozmiar katastrofy. Jednym ze sposobów zabezpieczenia się przed jej skutkami jest zawarcie przez przedsiębiorcę odpowiedniej umowy ubezpieczenia. Trzeba jednak pamiętać, że dbałość o ubezpieczone mienie nie może być niższa tylko z tego powodu, że zostało ono objęte ubezpieczeniem.
Dotkliwe finansowe konsekwencje dla przedsiębiorcy mogą wynikać z jego rażącego niedbalstwa i to zarówno w trakcie użytkowania mienia, jak i w przypadku jego ratowania przed zniszczeniem w trakcie powodzi, pożaru czy kradzieży.
Zawsze też istotną sprawą dla przedsiębiorcy w razie zaistnienia ryzyka elementarnego jest kwestia zakresu podejmowanych działań prewencyjnych. Na przykład czym innym będzie bowiem ratowanie mienia, a czym innym przywrócenie go do pierwotnej użyteczności. Zagrożone maszyny czy urządzenia należy zapewne wywieźć poza obszar zagrożenia, jednak nie znaczy to, że ich powtórny montaż będzie objęty polisą ubezpieczeniową.
Godne polecenia jest uprzednie poinformowanie przez przedsiębiorcę ubezpieczyciela o zamiarze i zakresie planowanej akcji ratowniczej oraz pozyskanie jego akceptacji. Biorąc jednak pod uwagę charakter ryzyka elementarnego, na ogół nie jest to możliwe, ze względu na ogromną dynamikę wydarzeń zagrażających mieniu.