Jedną z podstawowych reguł kodeksowych w relacjach między pracodawcą a pracownikiem jest to, że wynagrodzenie przysługuje wyłącznie za pracę wykonaną.
Za czas niewykonywania obowiązków zatrudnieni dostają pieniądze tylko wtedy, gdy gwarantuje im to prawo pracy (np. w razie przestoju, choroby, urlopu wypoczynkowego lub okolicznościowego zwolnienia od pracy). Powszechnie obowiązujące przepisy nie obligują firm do opłacania czasu niewypracowanego wskutek spóźnienia.
Niepunktualność kosztuje
Nawet incydentalne stawienie się w firmie po czasie może się wiązać z dezorganizacją pracy. Przełożony może mieć problem związany chociażby z koniecznością wyznaczenia zastępstwa lub dokonania zmian w zaplanowanym na dany dzień harmonogramie pracy.
Ponadto pracownik, który się spóźnia, nie wypełnia swoich obowiązków służbowych polegających na świadczeniu pracy na rzecz pracodawcy w miejscu i w czasie przez niego wyznaczonym. W związku z tym podmiot zatrudniający niepunktualnego pracownika nie musi mu płacić za czas spóźnienia. Podwładny, który nie dotarł do zakładu na czas, wykonuje czynności pracownicze krócej niż pozostali, jeśli wyjdzie o tej samej porze co pozostali.
Spóźnienia, nawet te nieznaczne, uprawniają więc pracodawcę do obniżenia należnego pracownikowi wynagrodzenia. Szef ma prawo pomniejszania pensji podwładnych niezależnie od przyczyn, które spowodowały spóźnienie. Nie jest więc istotne, czy zatrudniony nie zjawił się w pracy na czas przez strajk przewoźnika kolejowego, odwołanie lotu czy warunki atmosferyczne.