[b]Rz: Jak zmieniają się oczekiwania wobec biegłych rewidentów? Czy dziś są one inne niż dziesięć lat temu?[/b]
[b]Monika Kaczorek:[/b] Zdecydowanie widać różnice. Dziesięć lat temu wiele firm oczekiwało, że audytor poprowadzi je za rękę, wskazując schematy księgowań i przepisy podatkowe, które powinny zastosować. Czyli w pewnym sensie wyręczy księgowego. Dziś zdarza się to już coraz rzadziej. Bardziej oczekuje się, że z biegłym będą konsultowane problemy i planowane operacje gospodarcze. Choć jednocześnie nadal istnieją firmy traktujące audyt tylko jako dodatkowy koszt, który i tak nic nie wniesie do ich działalności.
[b]Czy można zaobserwować, że firm traktujących audyt jako zło konieczne jest coraz mniej?[/b]
Tak. Są to bowiem przede wszystkim jednostki, które krótko funkcjonują na rynku i jeszcze im się nie zdarzyło popełnienie błędu istotnie wpływającego na ich wynik. Dopiero gdy biegły już po zakończeniu roku wykryje nieprawidłowości i okazuje się, że sytuacja firmy jest diametralnie odmienna od przekonań zarządu, ten przekonuje się o znaczeniu audytu. W kolejnym roku już sam dba, aby umowa z biegłym rewidentem nie była zawierana w ostatniej chwili, i w trakcie roku omawia z nim transakcje, co do których ma wątpliwości.
[b]Jak często zdarzają się takie konsultacje?[/b]