W jednej z ostatnich spraw pozwany za długi spółki członek jej zarządu bronił się (nieskutecznie), że kiedy odchodził ze stanowiska, spółka dysponowała odnawialnym kredytem i była wypłacalna, ale Sądu Najwyższego nie przekonał. Czy to takie trudne, panie sędzio?
Osoby zobowiązane do złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości: przedsiębiorcy, członkowie zarządu spółek itd., powinny być świadome, że ich odpowiedzialność za niedopełnienie tego obowiązku jest szersza, niż im się to wielokrotnie wydaje. Jedynym sposobem na uniknięcie odpowiedzialności, również za to, co wydarzy się w przyszłości, gdy już nie będą miały takiego obowiązku, jest złożenie w odpowiednim terminie wniosku o ogłoszenie upadłości.
Trzeba jednak ustalić moment niewypłacalności, który bywał nieraz dyskusyjny.
Obecną definicją niewypłacalności w rozumieniu prawa upadłościowego jest zdolność przedsiębiorcy do spłaty zobowiązań. Członek zarządu spółki kapitałowej, który wie z posiadanych danych, że spółka nie będzie w stanie spłacić zadłużenia w przyszłości, nie może się zasłaniać tym, że nie nadszedł jeszcze czas spłaty tego długu. Uzupełnieniem tej definicji jest domniemanie, że jeśli przedsiębiorca nie reguluje swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych (choćby niektórych) przez ponad trzy miesiące, to jest niewypłacalny.
A jeżeli opuszczający spółkę członek zarządu nie ma dostępu do dokumentów spółki, jak ma kondycję spółki wykazywać?