Zestawienie takich narracji z danymi z raportów za 2025 rok ukazuje jednak sporo niejednoznaczności. Obraz dodatkowo zaciemniają skomplikowane i pozostawiające szerokie pole do interpretacji unijne regulacje, które w uproszczeniowym nurcie mogą prowadzić do jeszcze większego chaosu.
OZE, czyli błąd statystyczny
W 2025 roku dziewięć największych spółek z sektora paliwa i energia indeksu WIG140 zużyło łącznie 314 TWh energii (elektrycznej i w formie ciepła) pochodzącej z paliw kopalnych. Dla porównania: energia ze źródeł odnawialnych stanowiła niespełna 12 TWh. Oznacza to, że udział OZE wzrósł jedynie z 3,2 do 3,6 proc. – znacznie wolniej, niż zakłada to jakikolwiek, nawet najbardziej zachowawczy scenariusz krajowej transformacji energetycznej.
Na pierwszy rzut oka w raportach widać spadek emisji bezpośrednich. Pięć największych grup wytwórczych (PGE, Orlen, Enea, Tauron i ZE PAK) wyemitowało w 2025 roku w Zakresie 1 łącznie 106,6 mln ton CO2, czyli o jedną czwartą mniej niż w rekordowym 2021 roku. Najmniej, odkąd istnieją porównywalne dane. To realny, wart odnotowania postęp. Za tymi liczbami nie stoi jednak jeszcze systemowa transformacja. Niemal cała ta redukcja nastąpiła skokowo w 2023 roku wskutek kryzysu energetycznego, który zdusił produkcję energii, oraz działań ZE PAK-u, który – realizując strategię odejścia od węgla brunatnego – zmniejszył produkcję o połowę (trzy bloki w Pątnowie formalnie wyłączył z końcem 2024 roku). Od tamtej pory tempo spadku wyhamowało.
Iluzja spadających emisji
Prawdziwym wyzwaniem pozostają jednak emisje w Zakresie 3, obejmujące cały łańcuch wartości. Wśród spółek paliwowych stanowią one niemal cały ślad węglowy. Sam Orlen wykazał 213 mln ton emisji w Zakresie 3. Ponadtrzykrotnie więcej niż siedem pozostałych badanych spółek razem wziętych (66 mln ton) i mniej więcej trzy czwarte całego śladu pośredniego sektora.
Mimo gigantycznej skali emisji to właśnie Zakres 3 najrzadziej jest objęty celami klimatycznymi. Orlen wprawdzie ujął go w swoim celu pośrednim, ale zadeklarował jedynie zmniejszenie emisji o 10 proc. na jednostkę wytworzonej energii do 2030 roku, a nie emisji całkowitych. Przy takiej konstrukcji wskaźnika wystarczy dodać do paliw więcej biokomponentów, aby średnia emisyjność spadła, nawet jeśli z roku na rok koncern będzie sprzedawał coraz więcej paliw kopalnych. Realnym postępem byłaby dopiero ścieżka redukcji Zakresu 3 w wartościach bezwzględnych, tj. całkowita liczba ton CO2 wyrzucona do atmosfery. Warto podkreślić, że żadna z badanych tu spółek giełdowych takiej ścieżki absolutnej redukcji Zakresu 3 dziś nie posiada.
Taksonomiczne szachy 5D
Za ten stan rzeczy w dużej mierze odpowiadają regulacje. Najlepiej pokazują to tabele taksonomiczne, czyli arkusze, w których każda spółka musi policzyć, ile z jej przychodów i inwestycji jest zielonych według unijnej checklisty. Brzmi technicznie, ale wnioski są proste i dość zaskakujące. Najbardziej zieloną spółką polskiej energetyki jest według nich Tauron, który opiera swoją działalność wytwórczą na węglu. Spółka 84,5 proc. swoich nakładów inwestycyjnych kieruje na działalność zgodną z taksonomią, posiadając przy tym szerokie plany strategiczne przede wszystkim na rozwój OZE i magazynowania energii.
Na drugim biegunie znajduje się ONDE – generalny wykonawca farm wiatrowych i fotowoltaicznych w Polsce. Spółka raportuje zaledwie 5 proc. nakładów inwestycyjnych zgodnych z taksonomią (85 proc. OpEx). Dzieje się tak, ponieważ farmy, które buduje ONDE, trafiają do klientów, a systematyka nie uznaje floty i sprzętu budowlanego za zieloną działalność – nawet jeśli służy dobremu celowi.
Kluczem do zrozumienia taksonomicznych zawiłości są sieci dystrybucyjne. Prawo unijne z góry uznaje, że sieci działające w zintegrowanym systemie europejskim automatycznie wnoszą wkład w dekarbonizację. Progi emisyjności obowiązują tylko poza zintegrowanym systemem europejskim. Polska sieć spełnia więc kryterium, mimo że jest sześciokrotnie bardziej emisyjna od progu 100 g CO2e/kWh. Pojawia się więc zjawisko premii za posiadanie sieci. Dlatego dystrybucja Orlenu przechodzi taksonomię w 99,7 proc., a z nakładów inwestycyjnych na energetykę wiatrową – zaledwie 0,7 proc. Największa inwestycja koncernu – morska farma wiatrowa Baltic Power – w ogóle nie jest uwzględniana w tym wskaźniku, ponieważ realizowana jest przez spółkę współkontrolowaną. Warto zaznaczyć, że nie chodzi o jedną spółkę. PGE, właściciel Bełchatowa, czyli największego pojedynczego źródła emisji CO2 w całej Unii Europejskiej, wykazuje ok. 43 proc. zgodnego capexu, a więc trzeci wynik w sektorze. Właśnie dlatego, że liczą się sieci. Ta konstrukcja ma swoje uzasadnienie. Bez sieci nie ma przyłączeń OZE, a ocenianie każdego odcinka kabla z osobna byłoby absurdem. Jej efekt uboczny jest jednak taki, że wysoka zgodność z taksonomią mierzy dziś w polskiej energetyce przede wszystkim to, kto ma segment dystrybucji, a nie faktyczne tempo dekarbonizacji.
Ten sam mechanizm z kablami zacznie wkrótce decydować o przepływie miliardów euro. W unijnych negocjacjach nad rewizją rozporządzenia SFDR Rada UE zaproponowała w czerwcu, by spółki paliwowe mogły trafiać do zrównoważonych funduszy kategorii transition, jeśli co najmniej 20 proc. ich inwestycji jest zgodnych z Taksonomią UE i posiadaj strategię redukcji własnych emisji. Kryterium to można łatwo spełnić, inwestując w sieci elektroenergetyczne. Otwiera to spółkom dostęp do kapitału, pomijając jednocześnie wspomniany wcześniej Zakres 3. O ostatecznym kształcie przepisów zdecydują dopiero negocjacje z parlamentem.
Make Reporting Great Again
Sprawę komplikuje też niska wiarygodność młodej wciąż sprawozdawczości ESRS. W raporcie za 2024 rok Orlen wykazał zużycie 4,08 TWh zielonej energii, by zaledwie rok później, w ramach doskonalenia metodyki, skorygować ten wynik w dół aż o 42 proc., do 2,38 TWh. Nie jest to zarzut wobec jednej spółki, tylko ilustracja szerszego zjawiska. Pierwsze roczniki raportów ESRS wciąż się uczą, a Orlen i tak robi to bardzo dobrze. Powstaje też pytanie, kto właściwie pilnuje jakości raportów. Nad sprawozdaniami spółek giełdowych czuwa KNF, która monitoruje wypełnianie obowiązku sprawozdawczego. Za wiarygodność danych odpowiadają dodatkowo biegli rewidenci, a nad nimi z kolei czuwa Polska Agencja Nadzoru Audytowego. Problem w tym, że nadzór ma charakter formalny. Weryfikowane jest więc, czy spółka ujawnia to, czego wymagają przepisy, a nie czy wskaźnik odzwierciedla realną dekarbonizację.
Dopóki regulacje nie zostaną skorygowane, m.in. poprzez powiązanie zgodności sieci w Taksonomii UE ze spadkiem emisyjności krajowego systemu, raporty nadal będą pokazywać transformację wyłącznie na papierze. Rzeczywistość wciąż opiera się na paliwach kopalnych, dlatego rynek pilnie potrzebuje mierników, które nagradzają rzeczywistą redukcję emisji, a nie kreatywne modelowanie bilansów. Jeśli UE chce poprawić konkurencyjność europejskiej gospodarki, musi zrewidować priorytety unijnej drogi do neutralności klimatycznej, tak by system raportowania wspierał transformację energetyczną, a nie tworzył jej pozory.
Fundacja Instrat od lat współpracuje z ZE PAK-iem i regionem Wielkopolski Wschodniej przy planowaniu sprawiedliwej transformacji. Współpraca ma charakter pro bono i nie miała wpływu na treść ani wnioski niniejszej analizy.
autor: Tomasz Czech, lider Projektu Zrównoważone Finanse Fundacji Instrat