Z bazy MyDr skradziono dane 19 mln osób, wynika z pierwszych informacji od spółki i ministerstwa cyfryzacji. W Polsce mieszka ok. 38 mln osób, problem może dotyczyć co drugiego mieszkańca kraju. To dane z 10-12 tys. przychodni. Na razie nie ma jednak możliwości sprawdzenia, czy to także nasze dane. – Na pewno możemy mówić o jednym z największych w historii Polski wycieku danych. Ale w tym wypadku danych medycznych, co jeszcze bardziej jakby zwiększa nam ryzyko i dla nas samych, ale też dla przedsiębiorców, którzy te dane przetwarzają na co dzień – mówi gość Magazynu o Biznesie, Mateusz Jankowski, adwokat z Kancelarii Osborne Clarke.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Wyciek danych z MyDr. Lekarze i przychodnie też mogą ponieść odpowiedzialność

W programie rozmawiamy – jakie ryzyka dla firm związanych z tą bazą danych rodzi ten incydent. Czy firmie grozi teraz tsunami pozwów? Czy potrzebna jest strata materialna, żeby dochodzić roszczeń? I wreszcie, opieka zdrowotna to jednak nie jedyne obszary, które prowadzą ogromne bazy danych i są narażone na wycieki. Jakie jeszcze inne biznesy powinny przyjrzeć się swoim bazom danych?

Dane medyczne są szczególnie wrażliwe, ponieważ bywają wykorzystywane nawet jako element walki politycznej, jak w przypadku sprzed trzech lat, gdy ówczesny minister zdrowia Adam Niedzielski na Twitterze ujawnił w 2023 r.. że pewien lekarz sam sobie wypisał receptę na leki psychotropowe. Również w 2023 r. hakerzy wykradli dane osobowe oraz wyniki badań ponad 50 tys. Polaków, z sieci laboratoriów medycznych ALAB.

– Ten krótki odstęp, trzy lata, pokazuje nam, że nie wyciągnęliśmy dobrych wniosków z tego poprzedniego incydentu i z jego skali. Bo powrót do czegoś takiego, o skali prawdopodobnie jeszcze większej, w ciągu zaledwie trzech lat, moim zdaniem to jest absolutnie za krótko – mówi Jankowski.

Platforma MyDr należy do grupy DocPlanner, której częścią jest także popularny serwis Znany Lekarz, jej system obsługuje 10-12 tysięcy przychodni, komercyjnych i z NFZ, w 2023 r. spółka podawała, że współpracuje z 47 tysiącami lekarzy.

Czytaj więcej:

Magazyn o biznesie Burza w sektorze wody

Pro

Ten incydent pokazuje też spore straty, jakie wyciek danych może sprowadzić na biznes. – Musimy tu mówić właśnie o dwóch płaszczyznach. Przede wszystkim to jest płaszczyzna przedsiębiorcy i przedsiębiorców, którzy korzystali z tego rozwiązania MyDr, czyli de facto zewnętrznego dostawcy IT. Możemy mówić o trzech ryzykach. Pierwsze, moim zdaniem, to jest najmniejsze zmartwienie tych przedsiębiorców, czyli ryzyko prawne, potencjalne kary administracyjne. Moim zdaniem ryzyko prawne nie jest wcale najpoważniejsze, bo możemy mówić jeszcze co najmniej o dwóch: ryzyku wizerunkowym i organizacyjnym. W kwestii ryzyka wizerunkowego mleko się wprawdzie już rozlało, natomiast budując takie systemy, wielu przedsiębiorców w ogóle na to nie zwracało uwagi. A ten przykład jest dobry, bo jest duży, medialny i być może uda nam się teraz wyciągnąć z niego prawidłowe wnioski. To, co trzy lata temu ewidentnie przeoczyliśmy. Bo ryzyko wizerunkowe jest ogromne i to się rozwija bardzo szybko w czasach internetu, to ryzyko wizerunkowe może być druzgocące dla przedsiębiorców. Dużo bardziej niż kary – mówi Jankowski.

Czytaj więcej:

Kadry i Płace Jakie są konsekwencje pracy podczas urlopu lub na L4?

Pro

Trzecie jest ryzyko zarządcze, organizacyjne. – Gdy mamy incydent o takiej skali i dochodzimy do sytuacji, w której duża część pracowników danej organizacji musi się nagle zajmować tylko i wyłącznie obsługą incydentu. I to nie tylko prawnicy czy działy bezpieczeństwa, ale to będą też osoby odpowiedzialne za PR w organizacji czy za kontakt z mediami, kontakt z klientami, w tym wypadku z pacjentami albo z przedsiębiorcami, którzy korzystali z usług MyDr. I taka sytuacja może pochłonąć nie dni, nie tygodnie, ale tak naprawdę miesiące, w których te osoby mogłyby wykonywać zupełnie inne czynności związane z bieżącą działalnością przedsiębiorstwa – wskazuje prawnik.