Skarżący prowadził działalność gospodarczą hurtowego i detalicznego handlu tkaninami, włókninami, materiałami tapicerskimi oraz dodatkami krawieckimi. Większość towarów nabywał u dostawców krajowych, a tylko niewielką ich część u zagranicznych. Większość kontrahentów krajowych to zarejestrowane firmy, które wystawiały faktury VAT.
Fiskus ustalił jednak, że część towarów pochodziła od dostawców obwoźnych, którzy nie wystawiali faktur. To pozwalało im towar produkcji koreańskiej, chińskiej i europejskiej sprzedawać po niskich cenach. Towar bez faktur podatnik nabywał też w magazynach prowadzonych przez Hindusów.
Głównymi odbiorcami firmy byli kontrahenci zagraniczni z Ukrainy. Okazało się, że podatnik rozliczał VAT, posiłkując się tzw. pustymi fakturami. Dokumenty, które w rzeczywistości nie potwierdzały faktycznych czynności, wystawiły dwie spółki, które pobierały za taką nielegalną przysługę wynagrodzenie.
Puste faktury pozwoliły podatnikowi odzyskać setki tysięcy złotych VAT. Co prawda podatnik próbował tłumaczyć, że otrzymał dwie lub trzy dostawy towarów od wystawców faktur, ale bez skutku. Dlatego fiskus uznał, że nie miał prawa do obniżenia podatku należnego i zażądał jego zwrotu.
Przedsiębiorca uważał, że urzędnicy bezzasadnie odmówili wiarygodności jego wyjaśnieniom, iż 30 proc. faktur odzwierciedlało rzeczywiste zdarzenia gospodarcze. W jego ocenie ustalenia poczyniono na podstawie zeznań osób, które były najbardziej zainteresowane manipulacją dowodami z uwagi na toczące się przeciwko nim postępowanie karne.
Te argumenty nie przekonały Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Rzeszowie. Oddalając skargę podatnika, WSA nie miał wątpliwości, że cała współpraca ze spółkami miała na celu kupowanie pustych faktur. W ramach wzajemnych kontaktów starano się stworzyć pozory nabywania towarów. Zdaniem sądu fiskus udowodnił, że wizyty skarżącego u dwóch kontrahentów odbywały się tylko i wyłącznie na potrzeby ewentualnych kontroli skarbowych. Niekorzystne dla skarżącego rozstrzygnięcie podtrzymał sąd kasacyjny.