Firmy startujące w przetargach często sztucznie zaniżały wysokość swoich kosztów tylko po to, aby uzyskać publiczny kontrakt. Składały oferty cenowe, niższe od kosztów, które musiały ponieść. Wskazywały w nich, że zatrudniają ludzi na podstawie umów cywilnoprawnych, a więc stosują umowy o dzieło czy zlecenia. Ponieważ najważniejszym kryterium oceny ofert była cena, firmy te zwykle wygrywały przetargi. Później okazywało się, że zwycięska firma nie jest w stanie zrealizować zamówienia po zaoferowanej cenie, i odstępowała od kontraktu. To z kolei powodowało konieczność wyłonienia nowego wykonawcy. Wydłużało to czas realizacji umowy i podnosiło koszty zamówienia.
Teraz wszystko się zmieniło. Firmy stosujące tzw. dumping socjalny, czyli zaniżanie kosztów zatrudnienia, nie mają już szans na zlecenia z publicznej kasy. To skutek nowelizacji prawa zamówień publicznych, która weszła w życie 19 października 2014 r.
Nowe przepisy mają zmusić zamawiających nie tylko do wybierania firm, które oferują towary, usługi czy roboty dobrej jakości, a nie najtańsze, ale także tych, którzy stosują korzystną dla pracowników politykę zatrudnienia. Zgodnie z nowym art. 29 p.z.p. zamawiający może określić w opisie przedmiotu zamówienia wymagania związane z realizacją zamówienia. Chodzi o to, że może wymagać od wykonawcy czy podwykonawcy robót budowlanych czy usług zatrudnienia pracowników na podstawie umów o pracę. Stosowanie takiego wymogu musi być uzasadnione przedmiotem lub charakterem wykonywanych czynności.
Dodatkowo pracodawcy zostali zobowiązani do takiego kalkulowania kosztorysów, by praca była w nich wyceniana na podstawie co najmniej płacy minimalnej. Ma to zapobiec zaniżaniu kosztów przez firmy, które zamierzają zaangażować ludzi bez opłacania składek emerytalnych czy ubezpieczeniowych, czyli na czarno.
Zamawiający przy ocenie ofert np. z rażąco niską ceną muszą teraz uwzględniać przepisy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę. Takie stanowisko jest zgodne z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. W jednej ze spraw ETS uznał, że polska firma, która w kontrakcie realizowanym w Niemczech nie stosowała stawek minimalnego wynagrodzenia w robotach, działała wbrew prawu, bowiem uzyskiwała przewagę konkurencyjną kosztem łamania praw pracowniczych (C-346/06).