Pracownicy często mają problem z odzyskaniem od szefa ponoszonych przez siebie kosztów związanych z używaniem własnego sprzętu do celów służbowych. Najczęściej chodzi o korzystanie z własnego samochodu, ale też narzędzi roboczych, komputerów osobistych czy telefonów.
Niedostatek regulacji
Kodeks pracy reguluje tylko zasady zwrotu pracownikom kosztów w trzech wypadkach. Chodzi o tzw. podróż służbową, wykorzystywanie przez telepracowników własnego sprzętu oraz używanie przez zatrudnionych własnej odzieży i obuwia roboczego (patrz ramka).
Brakuje natomiast przepisów o zasadach zwrotu innych kosztów. Przez to trudno podwładnym dochodzić ich przed sądem, gdyż nie wiadomo, jaką wskazać podstawę tych roszczeń. Jako przykład może posłużyć sytuacja pracownika, który wykorzystuje własny samochód do celów służbowych i nie ma spisanej z szefem umowy o używanie pojazdu do celów służbowych, o której mowa w art. 34a ust. 1 ustawy z 6 września 2001 r. o transporcie drogowym (tekst jedn. DzU z 2007 r. nr 125, poz. 874 ze zm). Zarazem pracodawca nie zwraca mu tych kosztów, gdyż wyjazdy te nie są podróżami służbowymi w rozumieniu kodeksu pracy.
Na czym więc podwładny ma oprzeć swoje żądania, domagając się zwrotu kosztów użytkowania auta? W moim przekonaniu użyje wielu podstaw prawnych, które mogą okazać się skuteczne przed sądem.
Dzięki art. 300 k.p. trzeba odpowiednio zastosować kodeks cywilny. Jeśli pracownik wykonuje podróże własnym samochodem, a nie są to podróże służbowe w rozumieniu kodeksu pracy, ma prawo skutecznie powoływać się na przepisy dotyczące umowy-zlecenia (art. 734–751 kodeksu cywilnego). Według art. 742 zd. pierwsze k.c. dający zlecenie powinien zwrócić przyjmującemu zlecenie wydatki, które ten poczynił w celu należytego wykonania zlecenia, wraz z odsetkami ustawowymi.