Na ogół taka sytuacja zachodzi, gdy szef w sposób nieuprawniony skraca okres wypowiedzenia, bo niewłaściwie obliczył lata wiążącej go z podwładnym umowy bezterminowej. Niekiedy może dotyczyć to niepotrzebnego wydłużenia stosunku pracy. Jak w opisanej niżej sytuacji czytelniczki.
- Wypowiedzieliśmy pracownikowi umowę terminową 13 maja i wpisaliśmy, że zakończy się ona z upływem tego miesiąca. Jednocześnie od wtorku 17 maja zobowiązaliśmy go do wybrania bieżącego i zaległego urlopu wypoczynkowego. Pracownik sugeruje, że błędnie określiliśmy mu okres wymówienia i trwania tej umowy, a co za tym idzie dni urlopu wypoczynkowego do wybrania. Czy ma rację? Jakie są tego skutki?
– pyta czytelniczka.
Co do zasady jeśli umowa terminowa dopuszcza możliwość zakończenia angażu za dwutygodniowym wypowiedzeniem, to zarówno szef, jak i podwładny mają prawo to zrobić. Istotne jest jednak, aby zachować przy tym inne warunki. A te odnoszą się m.in. do prawidłowo ustalonego terminu upływu okresu wymówienia.
Zawsze w sobotę
Jest to czas, jaki ma upłynąć od złożenia oświadczenia woli o wypowiedzeniu umowy do jej rozwiązania. Bieg tego okresu liczy się w ten sposób, aby ostatni dzień ustawowego okresu przypadał na datę określoną przez pracodawcę jako dzień zakończenia stosunku pracy (wyrok Sądu Najwyższego z 14 kwietnia 1983, I PRN 32/83).